Zofia Pinchinat-Witucka, Creamy: markę i klientki łączy naturalność - rozumiana szerzej niż naturalny skład kosmetyków
Zofia Pinchinat-Witucka, Creamy: markę i klientki łączy naturalność - rozumiana szerzej niż naturalny skład kosmetyków

Zofia Pinchinat-Witucka, pół Polka, pół Haitanka, wierzy w siłę kobiet. Sama założyła fundację pomagającą Haiti po trzęsieniu ziemi, a kilka lat później markę naturalnych kosmetyków Creamy, wykorzystujących haitański olej moringa. Rozmawiamy o jej spojrzeniu na biznes, kobiece "wyczucie" rynku kosmetycznego i poczucie łączności z osobami, dla których tworzy kosmetyki.

- Czy w biznesie kosmetycznym sprawdza się kobiecy punkt widzenia?

Byłabym bardzo nieufna wobec tezy, że kobiecy punkt widzenia bardziej niż męski sprawdza się w przedsięwzięciu kosmetycznym. Myślę, że jak we wszystkich dziedzinach życia, a szczególnie w biznesie liczy się po prostu instynkt, znajomość rynku i jego mechanizmów, oraz umiejętności komunikacyjne. Zarówno kobiety jak i mężczyźni mogą w tym obszarze odnieść wspaniałe sukcesy. Tradycja przypisuje kobietom większe zapotrzebowanie i częstsze stosowanie kosmetyków.

Myślę, że to nie kobiety kształtują rynek kosmetyczny, ale znajomość ich własnych potrzeb, oczekiwań i marzeń, które są z reguły większe w tej sferze niż u mężczyzn.

Ci, którzy potrafią sprostać tym wymaganiom odnoszą sukces.

- W jakich działach w Państwa firmach najczęściej pracują kobiety? Jaki jest odsetek zatrudnionych pań w Państwa firmach? 

Póki co jesteśmy zespołem w 100% kobiecym. Nie wynika to w jakiejkolwiek mierze z dystansu wobec mężczyzn. Po prostu nie zgłosili się do pracy. Creamy jest miejscem w którym wszystkie się spotkałyśmy. Każda z nas w jakiś naturalny i niewymuszony sposób dołączyła do grupy.

W Creamy zgromadziły się kobiety, które chcą realizować indywidualne potrzeby i aspiracje, ale również chcą tworzyć coś nowego i angażują w to swoją kreatywność, fantazję, cierpliwość i wiarę w sukces. 

- Co najbardziej lubi Pani w swojej pracy?

Najbardziej lubię w mojej pracy marzenia i wyznaczanie nowych celów. Wielką satysfakcję sprawia mi spotykanie innych kobiet - klientek Creamy. Wszystkie mają wspólny rys… jest nim naturalność. Nie chodzi mi o zainteresowanie naturalnymi kosmetykami, ale o naturalność bycia i komunikowania.

fot. Kamila Rutkowska- Czy Państwa firma angażuje się w inne działania wspierające kobiety?

Nasza firma wspiera kobiety! Po prostu. Nie chodzi tu tylko o sprzedaż kosmetyków. Zależy nam na dzieleniu się naszą wiedzą i wypracowanymi przez nas strategiami, których celem jest zachowanie zdrowego i pięknego wyglądu. Czy to nie jest coś czego każda z nas pragnie?

Creamy nawet jeśli jest firmą produkcyjną nie jest fabryką, ani koncernem. Mamy ustalone zasady pracy, ale dopasowujemy je do indywidualnych potrzeb.

Wiele z nas ma dzieci i chce móc im poświęcać czas nie rezygnując z pracy. Dlatego każda może uszyć sobie plan funkcjonowania w Creamy tak, by pogodzić ważne dla siebie sfery życia.

Kilka z nas pracuje na je część etatu, a idea home office nie jest nam obca. Oczywiście jesteśmy też wrażliwe na to, co dzieje się wokół nas i na kondycję świata,  którym żyjemy.

Ze względów osobistych i genezy Creamy jesteśmy związane z Haiti i poprzez działania Fundacji Polska-Haiti realizujemy tam projekty wierząc i mając nadzieję, że przyczyniają się one do poprawy życia choćby garstki ludzi.

- Jak postrzega Pani współczesne konsumentki – kobiety, dla których tworzą Państwo swoje kosmetyki?

Bez naszych klientek nie było by Creamy. Nie chodzi mi tylko o sprzedaż, mam na myśli ich potrzeby. Odgadywanie, poznawanie i dopasowywanie się do potrzeb naszych klientek jest motorem naszego działania. Wyjątkowość naszych kosmetyków jest odzwierciedleniem wyjątkowości kobiet dla których je tworzymy.

Nasze Panie – jeśli mogę tak o Nich powiedzieć są autentyczne i szczere. Nie szukają udziwnień lecz prostoty i skuteczności, nie kierują się modą, ale z niej wybierają to, co najbardziej im pasuje.

Nie wystarczy im ładne opakowanie -choć estetyka wiele dla Nich znaczy. Szczególną wagę przykładają do ich zawartości. Nie jest im obojętne nasze podejście do less waste. Chętnie odpowiadają na nasz apel i odsyłają puste buteleczki i słoiki umożliwiając nam ich recykling i przywracanie do powtórnego obiegu.

- Jak godzi Pani pracę z życiem osobistym? Jaki jest Pani dobry patent na odstresowanie?

Widzę, że z wiekiem moje strategie życiowe się zmieniają. Kiedyś porady, załamywanie rąk i opłakiwanie mojego tempa pracy i życia ogromnie mnie irytowało. Dziś - nie wiem w którym momencie się to stało - zaczęłam potrzebować innych proporcji i innego rozłożenia punktów ciężkości mojej aktywności. Chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że właściwy patent na życie jest w każdym z nas. Trzeba go po prostu zauważyć i dać mu szansę się ujawnić.

Stres jest wspaniałym przyjacielem jeśli nie pozwolimy mu zawładnąć sobą.

To trzymanie go w jarzmach jest według mnie jedynym sposobem na niego i dobrym patentem w dzisiejszym świecie.

# Wywiady i opinie
reklama