J-beauty w Polsce - Saraya Poland wchodzi na rynek
J-beauty w Polsce - Saraya Poland wchodzi na rynek

"Jako prekursorzy trendu J-beauty w Polsce chcemy oddawać w ręce konsumentów kosmetyki, które sprawią, że japoński sposób pielęgnacji na zawsze zmieni ich myślenie o pięknie" - mówi Janusz Nowakowski, prezes firmy Saraya Poland.

Na początek poproszę króko przedstawić nam nowego gracza na rynku, czyli firmę Saraya Poland...

Saraya Poland to firma, której celem jest wprowadzenie na polski rynek coraz popularniejszego na świecie trendu J-beauty oraz wartości związanych z filozofią japońskiego piękna. Saraya Poland powstała w wyniku połączenia obecnej ponad 20 lat na rynku firmy kosmetycznej Vlaboratories z pochodzącą z Osaki, a założoną w 1952 roku firmą Saraya Japan. Obie firmy łączą tradycje rodzinne. Saraya Poland to również nowe, nieobecne dotychczas na rynku technologie i „know how” prosto z Japonii. To nowa wartość dla polskiego rynku kosmetycznego.

Jakie są najważniejsze obszary działalności firmy Saraya Poland?

Możemy wyróżnić dwa takie obszary. Od momentu powstania fundamentem firmy Saraya była higiena i antybakteryjna pielęgnacja dłoni. To właśnie Saraya jako pierwsza rodzima firma wprowadziła w latach 50-tych na powojenny rynek Japonii antybakteryjne mydło i dozowniki do dezynfekcji dłoni, dzięki czemu znacząco wpłynęła na zahamowanie szerzących się w tamtym okresie tzw. chorób brudnych rąk.

Drugim nie mniej dzisiaj ważnym obszarem jest dla firmy kosmetyka pielęgnacyjna. Jako prekursorzy trendu J-beauty w Polsce chcemy oddawać w ręce konsumentów kosmetyki, które sprawią, że japoński sposób pielęgnacji na zawsze zmieni ich myślenie o pięknie. Planujemy wprowadzenie marek ze wszystkich głównych segmentów pielęgnacji (haircare, bodycare, facecare, higiena i innych). Aby to osiągnąć, wszystkie nasze produkty lub nawet pojedyncze składniki przechodzą szczegółowe, często długoletnie badania w laboratoriach w Osace oraz tu na miejscu w Polsce.

W jaki sposób Saraya realizuje wspomniane przez Pana wcześniej tradycyjne zasady i wartości?

Przede wszystkim przez wspieranie i włączanie się w różnorodne akcje mające na celu ochronę środowiska oraz wspieranie lokalnych społeczności. Saraya uczestniczy np. w programie „Wash a Million Hands” w Ugandzie, wspiera organizację Borneo Trust (działającą na rzecz zagrożonych gatunków zwierząt w lasach Borneo), a olej palmowy wykorzystywany w naszych produktach posiada certyfikat RSPO (The Roundtable on Sustainable Palm Oil), co oznacza, że pochodzi on z upraw nieprzyczyniających się do zubożenia wartości przyrodniczych oraz zapewnia poszanowanie prawa ludzi zamieszkujących tereny upraw palm olejowych.

Jako Saraya Poland równie aktywnie działamy w Polsce. Jako że trzonem i podstawą działalności firmy są produkty z zakresu higieny i ochrony antybakteryjnej dłoni, staramy się wspierać naszą społeczność w tym obszarze.

W tej chwili organizujemy akcję mającą na celu przekazanie kosmetyków pielęgnacyjnych i higienicznych (w tym mydeł i żeli antybakteryjnych) o wartości ok 2 mln. zł na rzecz górników oraz fundacji CARITAS. Dodam, że również na początku pandemii COVID-19 staraliśmy się pomagać przede wszystkim służbie zdrowia i przekazywaliśmy kilkukrotnie produkty antybakteryjne na rzecz, np. Centrum Zdrowia Dziecka czy Szpitala MSWiA w Warszawie. Chciałbym, aby ten niezwykle dla mnie ważny obszar działalności firmy, był rozwijany również w przyszłości.

Czym dla Pana osobiście jest rozwój?

Rozwój to przede wszystkim otwartość i odwaga w biznesie. Dla nas takim ważnym krokiem było połączenie i przełożenie na polski rynek dwóch tak skrajnie różniących się od siebie światów – japońskiego i polskiego. To wykorzystanie najlepszych cech, składników, formuł, a także ludzi z ich mądrością, doświadczeniem i wiedzą w dążeniu do przekazania naszym odbiorcom nowych, ciekawych i wyjątkowo skutecznych produktów w stylu J-beauty.

Rozwój dla naszej firmy to też potencjał wkroczenia w nowe obszary jakimi jest działalność jako producent i dostawca.

W najbliższym czasie wchodzimy na rynek zarówno z oryginalnymi, japońskimi markami, a także tymi tworzonymi w naszym polskim oddziale, ale bazującymi na recepturach (każdorazowo sprawdzanych i zatwierdzanych przez laboratorium w Osace), technologii i składnikach z Kraju Kwitnącej Wiśni. Dzięki temu mamy szansę jako pierwsi na polskim rynku pokazać konsumentom cały wachlarz produktów od oczyszczania, przez pielęgnację skóry i włosów aż do antybakteryjnej pielęgnacji i ochrony domu zgodnych z japońską kulturą i pielęgnacją w stylu J-beauty.

W czym, w obecnej sytuacji rynkowej wynikającej z zagrożenia COVID-19, widzi Pan zagrożenia wynikające ze współpracy z zagranicznymi dostawcami?

Przede wszystkim w ciągłej niepewności dotyczącej otwartości granic pomiędzy krajami. Może się to wiązać z nieregularnościami dostaw i co za tym idzie stabilnością (a właściwie jej brakiem) biznesu polskich partnerów. Tak jest zresztą nie tylko dzisiaj, ale również było w sytuacji sprzed pandemii.

Saraya Poland daje swoim klientom pewność stałej dostępności produktów dlatego, że jako część firmy o zasięgu globalnym, dysponujemy własną fabryką (jedną z ośmiu na świecie), gdzie mamy możliwość produkcji lokalnej.

Działanie takie jest częścią strategii firmy Saraya, która w takim rozwiązaniu widzi nie tylko atut bycia stabilnym partnerem w danym regionie, ale również zalety dla środowiska naturalnego wynikające z ograniczenia transportu kosmetyków.

Jak japońskie kosmetyki wpisują się w najsilniejsze obecnie na rynku trendy kosmetyczne czyli eko, natural, less waste?

Dzieje się tak na wiele różnych sposobów. Po pierwsze większość naszych kosmetyków może się pochwalić bardzo wysoką, często sięgającą 99% zawartością składników pochodzenia naturalnego. Dla Japończyków jest to coś całkowicie naturalnego, ponieważ J-beauty bazuje na tych właśnie, stosowanych od tysiącleci surowcach. Po drugie tradycyjne już w Japonii wykorzystywanie opakowań typu refill.

Bez względu na to czy mówimy o mydłach do rąk, szamponach, odżywkach czy też… serum do twarzy, staramy się dać konsumentom możliwość dopełnienia oryginalnego opakowania samym kosmetykiem.

Ale nie zatrzymujemy się tylko na tym. Aktualnie firma Saraya stworzyła w Egipcie plantację jojoby i w ciągu najbliższych trzech lat spodziewamy się pierwszych zbiorów. Dzięki temu będziemy samowystarczalni w zakresie wykorzystania tego niezwykle popularnego składnika kosmetyków.

A czym Pana osobiście urzekła Japonia i japoński sposób pielęgnacji?

Jeśli miałbym się ograniczyć do dwóch cech to byłby to minimalizm i konsekwencja.

Mówiąc o minimalizmie w odniesieniu do produktów, mam na myśli minimalizm formy, designu jak i ilości wykorzystywanych składników, a patrząc bardziej ogólnie – minimalizm w ilości produktów składających się na rytuał pielęgnacyjny. W Japonii kobiety używają 4-5 produktów. Jest to podejście na pewno bliższe Polkom niż promowany dotychczas koreański rytuał mówiący o 10, a czasami wręcz 12 krokach.

Jeśli zaś chodzi o konsekwencję, to fascynujące jest przywiązanie Japończyków do tradycyjnych surowców, często latami ulepszanych i badanych tak, aby działały jeszcze skuteczniej niż przed wiekami.

Konsekwencja widoczna jest również w rytuale pielęgnacyjnym, od którego nie oczekuje się efektów natychmiastowych, bo takie są zwykle krótkoterminowe. W J-beauty efekty przychodzą z czasem, lecz są widoczne i przede wszystkim trwałe.

W czym widzi Pan siłę kosmetyków japońskich na polskim rynku?

W ciągu ostatnich 20 lat polski rynek kosmetyczny, a wraz z nim konsumenci, przeszli bardzo długą drogę. Po okresie zachłyśnięcia się ilością nowych marek, składników, produktów dojrzeliśmy do tego, aby powiedzieć stop. Dziś polska konsumentka zna się na składnikach, umie określić potrzeby swojej skóry czy włosów i wie, że nie zawsze więcej znaczy lepiej. Ba, wie, że często jest wprost odwrotnie, a zbyt szeroki wybór wprowadza niepewność i stres. A Japonia ceni spokój i równowagę. Zamiast w ramach jednej marki proponować np. 5 rodzajów szamponów na mniej istotne problemy, skupiamy się na np. dwóch, ale takich, które spełnią większość naszych potrzeb. Nabłyszczanie albo nawilżanie? Nie. W J-beauty mamy i to, i to.

Gdyby jednak chcieć określić przewagę najważniejszą, to byłaby to jakość.

Dzięki wykorzystaniu doskonale przebadanych i skutecznych składników aktywnych i zaawansowanych rozwiązań technologicznych, produkty które tworzymy, po prostu działają. Przekłada się to oczywiście na cenę, która nierzadko jest wyższa niż podobnych produktów z innych części świata, ale jest to rzecz absolutnie uzasadniona i akceptowalna. Myślę, że aspekt ten jest wręcz plusem dla polskich sieci drogeryjnych i perfumeryjnych, które już przekonały się na przykładzie popularnego K-beauty, że za Azję Polacy są w stanie zapłacić więcej.

Życzę zatem powodzenia w projekcie promowania J-beauty na naszym polskim rynku. Dziękuję za rozmowę!

Lidia Lewandowska, WirtualneKosmetyki.pl
# Wywiady i opinie
 reklama