Henryk Orfinger: biznes – dziś się go nie prowadzi, dziś się go ratuje
Henryk Orfinger: biznes – dziś się go nie prowadzi, dziś się go ratuje

O wpływie pandemii koronawirusa na biznes, firmę, życie społeczne rozmawiamy z wiceprezesem Dr Irena Eris - Henrykiem Orfingerem.

- Panie Prezesie, pierwsze pytanie to takie, które w tych dniach zadajemy sobie wszyscy najczęściej: jak się pan czuje?

Dziękuję, na razie nie narzekam. To nawet zabawne, bo nie jestem już taki młodziutki. Każdy w tym wieku odczuwa jakieś dolegliwości, ale akurat teraz, kiedy nastała pandemia koronawirusa, odpukać, wszystko mi przeszło i czuję się wyjątkowo dobrze...

- To tego się trzymajmy i niech tak zostanie… A gdzie teraz znajduje się Pańskie centrum zarządzania rzeczywistością? Biuro, dom?

Ustalmy najpierw, że bardzo trudno dziś zarządzać rzeczywistością, bo ta zmienia się już nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. Dziś wyjątkowo jestem w biurze, choć rzeczywiście od jakiegoś czasu pracujemy w firmie zdalnie, z domu.

Tak naprawdę jednak centrum kierowania firmą to dziś nie tyle fizycznie jakieś miejsce, ale nasz komputer, komórka, a w nich wszystkie aplikacje, które umożliwiają nam wzajemny kontakt.

- Gdybyśmy sobie wyobrazili obecną sytuację jeszcze kilka miesięcy temu, byłoby to czymś surrealistycznym, tymczasem…

Myślę, że scenariusz pracy zdalnej, która – jak się okazuje – mimo pewnych komplikacji zdaje egzamin, mógłby wydawać się dla wielu osób kuszący. Oj ilu z nas, by się cieszyło, że nie trzeba wstawać o szóstej trzydzieści, jechać do biura, tylko odpalić przed dziewiątą komputer i mieć biuro w domu. Jest jednak pewna istotna różnica. Kiedy coś staje się przymusem, przestaje być pociągające. Tym bardziej, że ten spełniony sen nie jest już tak cudowny, kiedy doda się do niego to, że pracujemy z domu, gdzie są zwykle przecież jeszcze dzieci, babcia, żona… Ktoś ciągle czegoś od nas chce, ktoś nam przeszkadza, sąsiad za ścianą hałasuje – praca w takich warunkach okazuje się nie taka prosta. Wielu już pewnie tęskni, by spokojnie znaleźć się znowu w biurze i pracować „po staremu”.

- Planu B na ten moment nie mamy…

Zgoda, zresztą zapewne jeszcze dziś dojdzie do zaostrzeń w kwestii naszego poruszania się i wszelkich wolności (red. tak się stało – rozmowa była nagrywana tuż przed konferencją premiera Morawieckiego). Może okazać się za chwilę, że mamy wszyscy po prostu zamknąć się w domach. Ja nawet nie jestem temu przeciwny. Kiedy widać tych ludzi w parkach, spotykających się w większych grupach, to jest to niepokojące, że sytuacja będzie nam się tylko pogarszać i przedłużać.

Jak prowadzi się biznes w tak nadzwyczajnej sytuacji, jaką jest pandemia? Czy do takiego ultrakryzysu w ogóle można było się przygotować? Zabezpieczyć?

Przygotować można było się tylko w jeden sposób, tzn. mieć zaplecze finansowe albo organizacyjne lub jakiekolwiek inne narzędzia, które pozwolą taki czas przetrwać.

Prowadząc biznes zawsze trzeba mieć na uwadze gorsze czasy, które mogą nadejść. Mieć poduszkę finansową.

Ten, kto tak postępował, ma teraz trochę więcej forów. Oczywiście nikt nie mógł przewidzieć, że taka sytuacja jak ta z koronawirusem w ogóle się wydarzy. Pandemie znaliśmy z historii lub filmów apokaliptycznych. Nie ma jednak co ukrywać, że teraz jedni mają trochę lepiej, drudzy trochę gorzej. Jedni wytrzymają miesiąc, inni trzy. To uzależnione jest tylko od kondycji firmy. To właśnie zależy od wcześniejszego zarządzania i płynności finansowej. Tego, ile można wytrzymać przy mocno zredukowanej czy wręcz nieistniejącej sprzedaży. Ważne teraz okaże się, jak zostały zakumulowane wypracowane wcześniej zasoby i co pozwolą one zrobić? Pytała pani, jak idzie biznes…

- No właśnie: jak?

Biznes dziś wcale nie idzie. Nie ma biznesu. To pojęcie, jakie funkcjonowało przez lata, w zasadzie już nie istnieje. Dzisiaj mówimy o ratowaniu się, o ratowaniu naszych biznesów.

Moja praca społeczna to zaangażowanie w działania Konfederacji Lewiatan. W ostatnim czasie polegało to na próbie przekonania decydentów, że coś muszą dla biznesu zrobić. To jednak okazało się zbyt trudne.

Zupełnie nie mamy wspólnego języka, nie jesteśmy już w stanie rozmawiać. Proponowane rozwiązania są dla przedsiębiorstw zwyczajnie niewystarczające. Drugi obszar, w którym oczywiście działam, to firma. To taka nieustanna próba analizy, co właściwie mamy teraz robić, jak się zachowywać, jak długo przetrwamy, co może nam pomóc, gdzie są kluczowe momenty naszego bycia lub niebycia? Tak wygląda nasze dzisiejsze życie.

- Mam wrażenie, że my się dopiero do tego nowego życia przyzwyczajamy, a rzeczywistość wokół tylko mnoży wyzwania…

Bo tak jest! Śmieję się już, że tyle przez telefon co dziś, nie rozmawiałem chyba łącznie przez całe miesiące. Nigdy nie miałem potrzeby, by ładować w ciągu dnia telefon, a teraz robię to kilkukrotnie… Ekspresowo musiałem opanować te wszystkie techniczne aspekty pracy przez komunikatory. Normalnie dziś rozmawialibyśmy pewnie o innych sprawach, w innych okolicznościach i nie przez Skype’a… Dziwny to czas. Nie mamy w zasadzie dni tygodnia. Każdy dzień jest dniem roboczym. Nikt się teraz nie obraża o telefony w późnych godzinach wieczornych.

Sytuacja jest jaka jest. Wszyscy jesteśmy w trudnym położeniu. Wszyscy jakoś próbujemy przetrwać za wszelką cenę. Nie ma więc jak mówiłem normalnego biznesu.

Dziś rozmawiamy o tym, kto nam zapłaci, a kto nie. Które należności my powinniśmy w pierwszej kolejności realizować, a co może poczekać. Jak się zabezpieczyć, jeśli chodzi o surowce czy opakowania, także w kontekście długiego okresu ich nieużywania. Za chwilę zamykamy produkcję na trzy tygodnie, ale czy skończy się to tylko na tym czasie, tego nie wiemy…

- Nie było innej możliwości?

Naszym zdaniem to jedyne sensowne rozwiązanie. W sytuacji, kiedy sprzedaż spada (może nie radykalnie, ale nie da się ukryć, że spada), a ludzie boją się pracować w większych grupach razem, musieliśmy tak zdecydować. W ostatnim czasie i tak podejmowaliśmy wiele kroków, by niwelować ryzyko zakażenia koronawirusem w fabryce. Wprowadziliśmy podwyższone, bardzo rygorystyczne standardy bezpieczeństwa. Pracowaliśmy systemem rotacyjnym, z mniejszym składem na zmianie. Pracowników dowoziliśmy do fabryki naszymi własnymi samochodami. Dezynfekowaliśmy powierzchnie. Nikt postronny nie był wpuszczany na teren zakładu. Ale mimo wszystko – ludzie się zwyczajnie boją. A więc produkcja zostaje wstrzymana. Sprzedaż prowadzimy. Mamy przecież pewne zapasy naszych produktów, czyli ten obszar działa.

- Nie rozważaliście produkcji środków do odkażania? Wydaje się to teraz produktem bardzo pożądanym, aczkolwiek są rzeczywiście problemy z dostępnością komponentów lub ich ceny idą horrendalnie w górę.

Rozważaliśmy. To jednak są dość rewolucyjne zmiany w produkcji. To nie jest tak, że można przestawić się na wytwarzanie tego typu środków z dnia na dzień, a dziś wszystko trzeba robić szybko…

Okazuje się zresztą, że mimo pewnych regulacyjnych ułatwień, wcale nie tak wiele firm weszło w ten segment.

Bo to też nie jest taka prosta sprawa, jak niektórzy chcieliby wierzyć. Do pracy z alkoholem w skali przemysłowej trzeba mieć specjalne warunki. My to kiedyś robiliśmy. Potrzebny jest magazyn celny, specjalny system składowania, raportowania, itd. Jednak to nie wszystko. Urządzenia, których się używa muszą być przystosowane do tego typu produkcji - inaczej grozi to wybuchem.

- Dobroczynność. To dziś też mocno manifestuje biznes, który wspiera niedoinwestowaną służbę zdrowia.

Mówiłem, że dziś trzeba działać szybko. Również w tej kwestii. Prowadzimy własne działania mające na celu wsparcie służb medycznych. Pomagamy szpitalom przekazując kremy do rąk naszych marek, bo wiadomo, że od częstego mycia i dezynfekcji skóra wymaga szczególnej pielęgnacji.

Zdecydowaliśmy też wraz z przedstawicielami kilku innych firm z różnych branż o powołaniu fundacji, by zbierać środki na pomoc w walce z koronawirusem.

Tu nie ma czasu na czekanie. Środki potrzebne są na już. Cieszymy się, że inne firmy kosmetyczne również wspierają służbę zdrowia.

- Czy już teraz możemy założyć, że tym najszybszym efektem, jaki dla gospodarki przyniesie koronawirus, będzie wzrost bezrobocia?

To niestety prawdopodobne, dlatego biznes tak mocno naciskał na władze i prosił o pomoc. Właśnie po to, by utrzymać miejsca pracy.

Proponowane przez nasz rząd rozwiązania w postaci wypłaty połowy minimalnej płacy, nie załatwią sprawy.

Ostatnio bardzo dużo słyszeliśmy o niskich zarobkach Polaków, a teraz proponuje się 1300 zł dotacji i 1300 zł ma być wypłacane przez przedsiębiorstwo. Po pierwsze firma, która ma zero przychodów może nie mieć tych 1300 zł, a po drugie nie wszędzie 2600 jest satysfakcjonujące dla pracowników. Nie mówiąc o długiej i trudnej drodze uzyskiwania tej pomocy. 

- Wydaje się zatem nieuniknione, że na pewien czas kończy się rynek pracownika… Może sami pracownicy zejdą z wczorajszych oczekiwań?

Trudno dziś wyrokować. Dla mnie najważniejsze jest już teraz myślenie o tym, co będzie po. Powiem więc, co ja myślę: po tym wszystkim bez ludzi ja sobie nie poradzę. Mam stabilną załogę. Zawsze dbałem, by ludzie czuli się w firmie dobrze. Rotację mamy niewielką - nawet w tych ostatnich latach, kiedy pracownicy mogli przebierać w ofertach. Chcę więc, by oni zostali. Będę starał się zapewnić warunki, by to wszystko skończyło się dobrze. Nie wiem jednak, czy nie będą potrzebne jakieś wyrzeczenia. Wierzę w to, że przetrwamy te kilka miesięcy i dalej będziemy odbudowywać – nie tylko nasz biznes, ale też życie rodzinne.

- Ono też cierpi. Niby musimy być razem, ale właśnie: musimy. 24 godziny na dobę. To niełatwe.

No właśnie. Te dzisiejsze żarty, że na koniec będziemy wyliczać, ile rozwodów, a ile dzieci przybyło nam w wyniku tej pandemii. Wrócę jednak do biznesu, bo na tym znam się lepiej… To nie jest tak, jak ktoś doradza: dziś zwolnisz, jutro zatrudnisz. Ludzie to nie zabawki, żeby ich przesuwać z kąta w kąt. Będę więc działać tak, byśmy pozostali razem i razem poradzili sobie z problemami. Niestety jestem też przekonany, że przedsiębiorcy, którzy są w gorszej sytuacji, nie będą mieli innego wyjścia.

Zwolnienia więc w biznesie będą. Nie znam skali, ale to nieuchronne.

Pomoc ze strony państwa nie dość, że jest bardzo mała, to trudno oczekiwać jej szybko…

- Rząd chce przyjąć tę ustawę antykryzysową jak najszybciej – takie są deklaracje….

Nawet jeśli Sejm przyjmie tę ustawę w piątek 27 marca, co też nie jest pewne, to wymaga ona dalszej ogromnej pracy legislacyjnej w postaci rozporządzeń, aktów wykonawczych. W ustawie są hasła, np. że starosta czy wojewoda coś robi, ale brakuje do tego wytycznych. Te dopiero trzeba opracować. Więc jeśli ta niewielka pomoc przyjdzie, to za jakieś kilka tygodni, może za miesiąc. A my nie mamy czasu, żeby czekać…  

- Kolejny skutek pandemii – upadłości firm - być może te mniejsze zwyczajnie nie wytrzymają…

Niekoniecznie. Nigdy nie wiadomo, kiedy mała firma ma przewagę nad dużą, a kiedy nie? Czasem małym firmom jest łatwiej. Te najmniejsze – zatrudniające do 9 osób – w świetle tego, co dziś obiecał prezydent, mogą liczyć na największą pomoc. Poza tym są to często przedsiębiorstwa, które pracują głównie siłami własnej rodziny, we własnym lokalu, czyli mają niższe koszty. Może dzięki temu, będzie im łatwiej przetrwać? Bardziej jednak niż wielkość firm, ryzyko upadłości związane jest z branżą. Są takie, np. eventowa, turystyczna, gdzie pewnie tych upadłości będzie więcej. W sektorze kosmetycznym ta skala powinna być raczej niewielka.

- To optymistyczne, bo te młode i stosunkowo nieduże firmy, z którymi rozmawiam, wyrażają obawy o swoją przyszłość…

Ja się też się obawiam o przyszłość swojej firmy. Nieustannie myślę o tym, jaki to wszystko będzie miało wpływ na firmę, na nasze życie… Trudny czas. Dla wszystkich.

W naszej firmie kilka miesięcy temu przeprowadziliśmy sukcesję. Mam poczucie, że mój syn – zważywszy na dzisiejsze okoliczności – przejął ją w najgorszym możliwym momencie.

Radzi sobie – moim zdaniem – świetnie w tych warunkach. Sprawnie zarządza i koordynuje, by wybierać możliwie najlepsze warianty działań, ale nie ma co ukrywać, że przyszło mu kierować w bardzo szczególnym momencie…

- Jeśli poradzi sobie z takim wyzwaniem, to pewnie żadne inne nie będzie wydawało się już niemożliwe?

To na pewno. Powiem więcej, wszyscy jak przez to przejdziemy, to będziemy mieć wrażenie, że nic nam już nie zagrozi…

- Nie jest Pan filozofem, ale przedsiębiorcą, jednak wiele osób ceni sobie Pańskie spostrzeżenia. Czy mówiąc górnolotnie – jako ludzkość – wyciągniemy coś z tej lekcji? Choćby, że nie warto tak bardzo uzależniać się od Chin...?

Nie wyciągniemy żadnych wniosków. Proszę zauważyć, że po kryzysie finansowym w 2008/2009 roku związanym z bankami, z kapitałem, wydawało się, że wszystko się zawaliło. Mieliśmy wrażenie, że po takim tsunami rynek zacznie działać inaczej. Tymczasem wiele czasu nie minęło i banki poszły dokładnie tą samą ścieżką co poprzednio. Jakby nic nie zrozumiały. Dalej rządziła nimi chęć zysku. I teraz będzie dokładnie tak samo.

Ba, obawiam się, że światowa gospodarka jeszcze bardziej uzależni się od Chin.

My w Europie zamykamy teraz zakłady, tam produkcja już idzie pełną parą. Chiny wchodzą na rynki światowe od lat intensywnie. Pewnie teraz będą jeszcze mocniejsi w Europie. Trudno nam będzie się przed tym obronić.

- A w takich kwestiach bardziej ludzkich? Coś ta pandemia w nas zmieni?

Być może przez pewien czas będziemy nieco inaczej żyli, bardziej doceniali to, co mamy. To jednak nie będzie długotrwała przemiana. Na pewno to zamknięcie nas w domach przez trzy miesiące jakoś na nas wpłynie. Pewne rzeczy może w nas zmienić na lepsze, pewne na gorsze. Jednak, kiedy wreszcie nas z tych domów wypuszczą do prawdziwego życia, to szybko zerwiemy się ze smyczy. Wrócimy do starych nawyków i przyzwyczajeń.

- Zanim to nastąpi, wróćmy do tego co tu i teraz. Mówi Pan o trudnym dialogu przedsiębiorców z rządem, a jednocześnie moment jest szczególny - kiedy poważne i szczere rozmowy powinny się toczyć...

Powinny, ale mam wrażenie, że te rozmowy nie dają efektu. Niby tych kontaktów jest dużo i w drobnych sprawach może coś dają, ale są to tematy, które nie są szczególnie ważne. W kluczowych kwestiach nie dochodzimy do porozumienia.

- Co mógłby Pan powiedzieć przedsiębiorcom, szczególnie tym młodszym stażem, którzy dziś zastanawiają się: co dalej?

Trudno dziś dawać komukolwiek rady. Mogę powiedzieć jedno: dbajcie o ludzi. Z ludźmi zdołacie wrócić do normalności, kiedy to wszystko przeminie. Bez ludzi powrotu do czegokolwiek może już nie być.

Obyśmy jednak mieli wszyscy do czego wracać po. Dziękuję za rozmowę.
Lidia Lewandowska, Wirtualne Kosmetyki

# Wywiady i opinie
reklama