Relacja z targów Cosmoprof Bolonia 2019 – na gorąco tuż po…
Relacja z targów Cosmoprof Bolonia 2019 – na gorąco tuż po…

"To najlepsze targi od kilku lat. Mamy cały czas ruch: trwają spotkania z naszymi dystrybutorami, ale też pojawiło się kilka zupełnie nowych firm zainteresowanych współpracą"  – słyszę od jednego z polskich wystawców. "Słabo w tym roku. Pierwszy dzień tragedia, dziś w sumie niewiele lepiej. Mało konkretnych klientów przychodzi. Częściej ktoś chce nam coś sprzedać, niż od nas zamówić" – to gorzkie zdanie pada na innym stoisku w tej samej hali. Dwa światy?

Nie do końca. Z prawdą to jest tak, że wcale nie leży pośrodku, ale każdy ma swoją własną.

Działania długofalowe

Dla jednych więc były to targi energetyczne, budujące i perspektywiczne. Dla innych niestety stracony czas i pieniądze. A jest przecież jeszcze liczna grupa wystawców, którzy uważają, że na wszelkie podsumowania jest zbyt wcześnie, gdyż kontakty zdobyte na targach wymagają dalszej pracy: negocjowania, sprawdzania, wzajemnego weryfikowania obu stron… Czasem tak rodzą się naprawdę ciekawe nowe możliwości biznesowe. Bywa też, że z wielkiej chmury mały deszcz: dział eksportu pracuje nad potencjalnie mocnym kontraktem, by ostatecznie nic z tego nie wyszło. Są też scenariusze w wersji "od zera do bohatera" - niewiele rozmów na targach i wysyp mailowej korespondencji po ich zakończeniu od firm, które robiły na imprezie niespieszny rekonesans.

To naprawdę trudna część biznesu. Wymagająca cierpliwości, skupienia, otwartych głów. Dział, w którym mogą rozwijać się raczej długodystansowcy niż sprinterzy.

Między halami

Cosmoprof Bolonia to targi olbrzymie w swojej skali. Zapewne kogoś, kto odwiedza je po raz pierwszy, mogą przytłaczać. Powodować wieczny niepokój, że coś ciekawego przegapiliśmy, bo w tej ilości wystawców, nie sposób przecież dotrzeć do każdego. Działy marketingu, które odwiedzają Bolonię w poszukiwaniu inspiracji, mają swoje kody i klucze poruszania się w tym targowym labiryncie.

Oczywiście najczęściej uzależnione od tego, co stanowi core ich własnej oferty. Jedni spędzili więc najwięcej czasu w hali produktów organicznych, drugich bardziej pociągał pawilon produktów do pielęgnacji włosów, jeszcze innych intrygowało, co nowego pokazują znane marki "paznokciowe". Sporo osób wędrowało przez alejki Cosmoprime wśród marek z segmentów selektywnego i masstige.

Tradycyjnie język polski było często słuchać przy stoiskach producentów z Korei i Japonii, ale też część osób docierała do pawilonu z ofertą producentów z USA, Brazylii i Wielkiej Brytanii.

W tej ostatniej zresztą przestrzeni atmosfera była niezwykle radosna: nie wiem, czy to z powodu nieodległego Brexitu czy właśnie odreagowywanie jego nie do końca znanych biznesowych konsekwencji?  A może po prostu dla części wystawców targi to taka kosmetyczna fiesta, gdzie między spotkaniami rynkowi konkurenci, a sąsiedzi na targach, po prostu dobrze się czują w swoim towarzystwie?

Oczywiście niemal każdy producent musiał również zaliczyć Cosmopack, bo opakowanie to przecież integralna część produktu. W tym roku częstym motywem rozmów był plastik.

Wiadomo: wszystkiego w szkła nie zapakujemy (kwestia bezpieczeństwa, np. w przypadku produktów, których konsumenci używają pod prysznicem), kwestia ceny (wytworzenia samego produktu, ale też wyższe koszty transportu). Wszyscy jednak uczestnicy rynku: dostawcy opakowań, producenci kosmetyków i sieci handlowe zastanawiają się jak, w imię słusznej kwestii dbałości o środowisko, nie wylać dziecka z kąpielą? Branża przerabiała to już w przypadku niektórych składników kosmetycznych, gdzie czarny PR spowodował duże perturbacje choćby w sekcji konserwantów. W przypadku plastiku firmy muszą zatem edukować, jak wybrać „lepszy”, bo nadający się do przetwarzania i zachęcać konsumentów do selekcji odpadów. Nota bene to właśnie w trakcie trwania Cosmoprof przez Bolonię i inne europejskie miasta przeszły marsze młodzieży protestującej przeciwko dalszej dewastacji planety. Niestety, przemysł kosmetyczny w tej kwestii postrzegany jest często jako jeden z winowajców rosnącej skali zanieczyszczeń.

W przypadku droższych marek można było na Cosmopacku znaleźć i zakontraktować sporo naprawdę innowacyjnych i intrygujących opakowań z elementami szkła, metali i drewna o wysmakowanym designie. Na pytanie, z jakich rynków zainteresowanie tymi droższymi rozwiązaniami jest największe, dostawcy często wskazywali na Włochy, Francję i … Rosję.

Made in Poland

Według danych PAIH  na Cosmoprof łącznie wystawiały się 163 polskie firmy (118 w pawilonie narodowym; 45 w innych). W pawilonie narodowym ponownie sąsiadowaliśmy z kolegami z Niemiec, Francji Hiszpanii, Turcji, Izraela czy Szwecji. Producenci produktów naturalnych częściej wybierali halę 21, czyli Green&Organic. Kilka firm znalazło się w przestrzeniach Cosmoprime (m. in. w przestrzeniach Extraordinary Gallery czy Green Prime). Polskie stoiska znalazły się również w hali 22 Cosmetics&Toiletries, w sąsiedztwie konkurentów z całego świata. 

Polska oferta to także produkcja zlecona. W końcu fabrykami Polska stoi i to nasze moce produkcyjne są jednym z elementów szukania przewag konkurencyjnym w tym niełatwym kosmetycznym świecie.

Private labels dla wielu podmiotów jest bardzo silną częścią biznesu. Na marginesie – czasem na stoiskach dużych producentów można było spotkać właścicieli młodych marek kosmetycznych: jak widać wspólna obecność w Bolonii sprzyja załatwianiu także lokalnych interesów.

Firmy paznokciowe ulokowały się w hali 36, gdzie czasem polską markę reprezentował już lokalny dystrybutor - tak było, np. w przypadku Indigo. Nesperta (marka Semilac) natomiast postawiła na podwójne uderzenie: firma miała swoje stoisko zarówno w hali paznokciowej, jak też w pawilonie narodowym.

Efektownie, efektywnie?

Na pewno gros polskich producentów prezentuje się bardzo efektownie. Widać to szczególnie w pawilonie narodowym, gdzie na tle prostej zabudowy niemieckiej czy francuskiej, polskie firmy prezentują się na bogato. Polacy mają z reguły znacznie większe powierzchnie, indywidualną zabudowę, dobrze oświetlone stoiska, zdecydowanie bardziej efektowny design. Różnie jest to komentowane.

Niemcy i Francuzi w kuluarowych rozmowach mówią o bizantyjskim rozmachu, sarkastycznie dorzucając, że to ekspozycja na koszt unijnego podatnika. Nie da się ukryć, że wielu polskich wystawców wspomaga się środkami z unijnych programów proeksportowych.

Zapewne gdyby nie dofinansowania, niektórych firm po prostu nie byłoby stać na wystawianie się w Bolonii lub koszty ekspozycji byłyby skromniejsze. Więksi eksporterzy radzą sobie bez dotacji, ale także stawiają na efektowne ekspozycje, a w takiej autorskiej prezentacji nie widzą nic gorszącego. Ich zdaniem stoisko oddaje zarówno skalę firmy, jak też jest zaproszeniem do świata marki. Stawiają zatem na unikatowe i skrojone pod siebie przestrzenie, bez ostentacyjnego minimalizmu.

Wystawców na całym Cosmoprof było w tym roku 3033 z ponad 70 krajów. Według danych organizatora targi odwiedziło 265 tys. gości. Pawilonów narodowych było 27. Element wyróżnienia, zaskoczenia, zwrócenia uwagi, wydaje się dość istotnym elementem targowej strategii.

Wiele rozmów to potwierdzało. Katarzyna Butrymowicz-Knap z krakowskiej Bielendy mówiła, że dla firmy były to bardzo dobre targi, a bogata oferta marki cieszyła się zainteresowaniem kupców z wielu rynków. Efektowna dekoracja z kwiatów przyciągała na stoisko Bielendy dziennikarzy i blogerów z różnych części świata, którzy chętnie pozowali na tej kwietnej ściance. W kontekście międzynarodowej promocji firmy nie jest to bez znaczenia, bo przecież z etapu budowania dystrybucji należy przechodzić płynnie do etapu zwiększania rozpoznawalności marki na poszczególnych rynkach. W epoce social mediów kosmetyki i cała wokół nich otoczka wręcz muszą być "Instagramowe" - liczy się więc estetyka aranżacji, bo to po prostu zachęca do robienia zdjęć i dzielenia się nimi w sieci. Piękno wymaga pięknej oprawy, a design stoiska powinien być spójny z całą koncepcją marki.

Jarosław Topolski, właściciel Elfa Pharm Polska, również mówił o dużym zainteresowaniu ze strony kontrahentów podczas tegorocznej edycji. Jego zdaniem to mogą okazać się dla jego firmy jedne z lepszych targów ostatnich lat. Przez cały czas właściciele i menadżerowie zajmujący się eksportem mieli gęsto wypełniony grafik spotkań - nie tylko ze strony dotychczasowych partnerów biznesowych, ale także nowych zainteresowanych współpracą firm. Według właścicieli spółki w tej chwili najbardziej efektywne targi to wciąż Bolonia oraz bardzo perspektywiczny Hongkong. Elfa Pharm również postawiła na design stoiska, który  przyciągał uwagę. W tym roku do zdjęć można było pozować w pięknych wiankach, nawiązujących do bliskich relacji marki ze światem natury.

Te bliskie związki z naturą, do tego tak bardzo polską, widoczne były na stoisku Sylveco. W kraju cyprysów nasza swojska brzoza jest pewną egzotyką, a jak mówi dyrektor marketingu spółki Joanna Darwińska, wielu odbiorców czuje już przesyt modnymi (a przez to często używanymi przez różne firmy) składnikami naturalnymi, tak więc nasz rokitnik, nagietek czy brzoza są ciekawą i intrygującą odmianą, która wyróżnia ofertę od wielu innych marek.

Na hali produktów organicznych również widać, że polscy producenci eksportowo się rozkręcają. Większa skala działalności to z roku na rok większe stoiska, co widać było np. w przypadku marek Yope czy BodyBoom.

Resibo postawiło na spójność wizerunku. W zeszłym roku uwagę odwiedzających przykuwały odwrócone wiązanki kwiatów i piękne drewniane półki, na których eksponowano kosmetyki, w tym roku było niemal identycznie – strategia niezła, kiedy dopiero buduje się rozpoznawalność marki i firmy. Nacomi tradycyjnie już miało dużą, otwartą przestrzeń przypominającą sklep z nieograniczonym dostępem do wszystkich testerów – działało to jak magnes, przyciągając wiele osób na stoisko.

Zielono było na stoisku Make Me Bio: ten kolor i drewaniane elementy zabudowy doskonale oddawały ducha marki, a goście chętnie poznawali kosmetyki tworzone na bazie ekstraktów i wyciągów roślinnych, pochodzących z przebadanych i ekologicznych upraw.

W Cosmoprime fantastyczne wrażenie robiło kolorowe, futurystyczne stoisko marki Glov, na którym właścicielki roztaczały totalną energię #womenpower. Nie widziałam nikogo, kto przechodząc obok, chociażby na chwilę przy Glov się nie zatrzymał. Marka D’Alchemy postawiła natomiast na monochromatyczne zestawienie bieli i czerni, stylem zabudowy jasno komunikując luksusowy charakter marki.

Nie sposób opisać wszystkich stoisk (pozostaje galeria zdjęć poniżej). Polscy producenci postawili na aranżacje dopasowane do skali firmy i charakteru brandu. Na niektórych można było poznać produkty w akcji - bliskim spotkaniom z marką sprzyjały stoiska makijażowe na standach Verony Products Professionnal i Annabelle Minerals.

P-Beauty – co nas wyróżnia?

Na pewno kosmetyki są piękną wizytówką polskiej gospodarki. Na pewno wartość rynku wciąż rośnie rok do roku, choć skokowych wzrostów już raczej nie ma co się spodziewać. Na pewno coraz więcej przedsiębiorstw wychodzi poza ramy lokalne, zwiększając biznesową skalę przez eksport. O tym zresztą podczas konferencji mówiła dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego - Blanka Chmurzyńska-Brown.

Ta narracja znana jest ekspertom, specjalistom, kontrahentom. Dla globalnego konsumenta wciąż jednak hasło „kosmetyk z Polski” nie jest szczególnie porywającym, intrygującym claimem. Za mało wciąż jakiegoś pozytywnego, nowatorskiego i świeżego storytellingu przebija się o kosmetycznym Made in Poland poza Polską.

Być może i bez tego parasola można się rozwijać, czego przykładem jest sukces Inglota (znów mała dygresja: pytani przeze mnie na Cosmoprof konsumenci, czy wiedzą skąd pochodzi marka Inglot, najczęściej wskazywali na Włochy i USA).

Część marek bardziej niż P-Beauty czuje swoją przynależność do sekcji "born-global business". Wielu uważa, że pochodzenie produktu dla klienta ma najczęściej znaczenie wtórne, a Korea czy Japonia z ich K-beauty czy J-Beauty to wyjątki potwierdzające regułę. Być może. Sama złapałam się na tym, że wędrując przez hale zatrzymywałam się przy intrygujących produktach, a pytanie skierowane do ekipy stoiska, skąd pochodzi marka, było kierowane raczej zawodową niż konsumencką ciekawością;-)

Jednak nawet ci, którzy kwestionują sens promowania polskich kosmetyków jako całości, zgadzają się, że możliwe jest znalezienie kilku wyróżników dla P-Beauty. Mamy sporo ciekawych akcentów do zagrania.

Wyraziste postacie i ciekawe historie, zarówno wśród firm z tradycjami, jak też młodego pokolenia w branży. Naturalność, którą wiele firm ma w swoim DNA. Bliskie związki z nauką. Dobre wyczucie trendów. Niektórzy uważają, że Polacy są raczej zdolnymi followersami niż pionierami kosmetycznych idei. Inni uważają jednak, że coraz częściej to właśnie nas się na targach podpatruje. I coś w tym jest: oferujemy naprawdę niezłe kosmetyki, mamy kilka prawdziwych pereł w kosmetycznej koronie - nie tylko więc jachty czy meble są naszą eksportową specialite de la maison.

W Bolonii obraz P-Beauty na pewno był w tym roku niepełny, bo mimo dużej liczby polskich wystawców, sukcesywnie z obecności na Cosmoprof rezygnują kolejne rynkowe tuzy. Oczywiście skuteczny eksport, jak pewnie dowodzą wyniki nieobecnych, można robić bez tych targów.

W ogóle pewnie w XXI wieku sama idea targów będzie przechodzić ewolucję w mocno zdigitalizowanym świecie. Wciąż jednak to zupełnie dobre narzędzie do otwierania okien na świat, do nawiązywania i podtrzymywania relacji biznesowych, do sprawdzania się na tle konkurencji.

Targi są też pewną lekcją pokory, która pokazuje, że ten świat nie będzie na nas czekać: producentów jest cała masa i naprawdę trudno dziś o marki „nie do zastąpienia”.

Polskie kosmetyki warte są przemyślanej promocji. Styl, jakość, pomysł, wykonanie powinny odpowiadać lub wręcz przebijać to, co aktualnie oferujemy światu. Na pewno brzydkie edytorsko i mało wciągające do lektury publikacje dostępne na targach nie są atutem w komunikacji P-Beauty. Miło, że temat udziału polskich firm na Cosmoprof zaistniał w materiale TVP. Każdy powód jest dobry, by pozytywny przekaz z rynku szedł w świat. Pozostaje tylko życzyć, by polskie kosmetyki przebijały się również coraz bardziej w wiarygodnych i opiniotwórczych mediach zagranicznych. Mierzmy w CNN: -)

# Eksport
reklama