Eksport kosmetyków do Chin może zwiększyć się w ciągu roku o... 1000 proc.!
Eksport kosmetyków do Chin może zwiększyć się w ciągu roku o... 1000 proc.!

Polskie firmy kosmetyczne, które wchodzą na rynek chiński są w stanie zwiększyć wartość sprzedaży w ciągu roku nawet o 1000 proc. – uważa szef biura Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Szanghaju Andrzej Juchniewicz. W jego opinii Chińczycy coraz bardziej cenią kosmetyki polskich producentów.

Co chińskiego konsumenta może uwieść w kosmetycznej produkcji Made in Poland? Naturalny skład, długa historia firmy oraz marketingowe spozycjonowanie produktu, by ten "definiował osobowość". Zdaniem analityków Chińczycy mają już za sobą okres fascynacji markami masowymi. Teraz coraz częściej otwarci są na poszukiwanie rzeczy bardziej oryginalnych i niszowych. Te cechy spełniają polskie firmy kosmetyczne, których na chińskim rynku coraz więcej.

Jednocześnie niezaprzeczalnym atutem jest to, że kosmetyki z Polski podlegają ostrym unijnym normom bezpieczeństwa, a zaufanie do kosmetyków z Europy jest w Azji wysokie.

Produktami, które ceni sobie konsument chiński są maseczki do twarzy, cienie do oczu, szminki, płyny do kąpieli, produkty do higieny intymnej, kosmetyki dla dzieci, kobiet w ciąży a także młodych matek.

Jak zauważył w rozmowie z PAP Andrzej Juchniewicz, w tym roku długookresowe umowy na dostawy swoich produktów podpisało Miraculum oraz spółka Be Organic, a w trakcie negocjacji są kolejne dwa kontrakty. W Chinach działa jeszcze m.in. Bella Farmacja, polski producent naturalnych kosmetyków.

Rynek gigantyczny, ale drogi i hermetyczny

Juchniewicz przyznał, że chiński rynek kosmetyczny jest hermetyczny. Zaistnienie tam w tradycyjnych sklepach wymaga rejestracji produktu, co trwa od ośmiu miesięcy do dwóch lat, a ponadto wymaga przeprowadzenia zakazanych w Unii Europejskiej testów na zwierzętach. W sumie - jak powiedział - wchodząca tam firma potrzebuje co najmniej kilku tysięcy euro na jeden produkt.

PAIH wskazuje, że swoistego rodzaju "wytrychem" jest wejście na chiński rynek on line. Alibaba Group, czyli największa na świecie firma z branży e-commerce, wspólnie z rządem z Pekinu wprowadziła rozwiązania typu cross border e-commerce. Jednym z nich jest np. platforma Tmall.hk założona specjalnie dla zagranicznych marek kosmetycznych, by mogły same sprzedawać i promować swoje produkty w Chinach.

- Dzięki temu rozwiązaniu można sprzedawać produkty legalnie, płacąc cło, ale nie rejestrując firmy ani produktów w Chinach. Nie ma też konieczności testowania produktów na zwierzętach, co jest szalenie istotne dla europejskich marek. To znaczące ograniczenie kosztów, a poza tym sprzedaż on-line może być doskonałym papierkiem lakmusowym przed wejściem w kanał tradycyjny - wyjaśnił Juchniewicz.

Zaznaczył, że wielkość rynku, a także co najmniej o połowę wyższe ceny sprzedaży w Chinach niż w Polsce, sprawiają, że koszty wejścia, zwłaszcza on line, mogą szybko się zwrócić.

- Jeśli eksporter ma dobry produkt, to w ciągu roku może zwiększyć wartość sprzedaży nawet o 1000 proc. - powiedział w rozmowie z PAP szef biura PAIH w Szanghaju.

Juchniewicz przyznał, że chiński rynek kosmetyczny jest hermetyczny. Zaistnienie tam w tradycyjnych sklepach wymaga rejestracji produktu, co trwa od ośmiu miesięcy do dwóch lat, a ponadto wymaga przeprowadzenia zakazanych w Polsce testów na zwierzętach. W sumie - jak powiedział - wchodząca tam firma potrzebuje co najmniej kilku tysięcy euro na jeden produkt.

PAIH wskazuje, że swoistego rodzaju "wytrychem" jest wejście na chiński rynek on line. Alibaba Group, czyli największa na świecie firma z branży e-commerce, wspólnie z rządem z Pekinu wprowadziła rozwiązania typu cross border e-commerce. Jednym z nich jest np. platforma Tmall.hk założona specjalnie dla zagranicznych marek kosmetycznych, by mogły same sprzedawać i promować swoje produkty w Chinach.

"Dzięki temu rozwiązaniu można importować produkty legalnie, płacąc cło, ale nie rejestrując firmy ani produktów w Chinach. Nie ma też konieczności testowania produktów na zwierzętach, co jest szalenie istotne dla europejskich marek" - wyjaśnił Juchniewicz. Ponadto - jak zaznaczył - w przypadku sprzedaży przez Tmall.hk rozliczenia odbywają się od razu w walucie zagranicznej.

- To znaczące ograniczenie kosztów, a poza tym sprzedaż on-line może być doskonałym papierkiem lakmusowym przed wejściem w kanał tradycyjny - wskazał szef PAIH w Szanghaju.

Pytany, ile można w ten sposób zaoszczędzić, powiedział, że "wiele zależy od narządzi promocyjnych z których firma korzysta". Zaznaczył jednak, że wielkość rynku, a także "co najmniej o połowę wyższe ceny sprzedaży w Chinach niż w Polsce, sprawiają, że koszty wejścia, zwłaszcza on line, mogą szybko się zwrócić. "Jeśli eksporter ma dobry produkt, to w ciągu roku może zwiększyć wartość sprzedaży nawet o 1000 proc." - wskazał.

Zachętą do wejścia na chiński rynek jest obniżenie od 1 lipca 2018 r. stawek celnych na wwóz, m.in. części wyrobów przemysłu kosmetycznego i chemicznego. Stawka spadła z 8,4 do 2,9 proc. w przypadku kosmetyków do pielęgnacji skóry i włosów, detergentów czy niektórych produktów medycznych i zdrowotnyc



Czytaj więcej na https://biznes.interia.pl/firma/news/polskie-firmy-kosmetyczne-moga-w-chinach-zwiekszyc-sprzedaz,2624404,1852?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Eksportem silni

Polskie firmy kosmetyczne coraz mocniej inwestują w eksport. Zainteresowanie nimi to nie tylko kwestia niższych cen od wielu podobnych produktów wytwarzanych przez zachodnie firmy, ale też dobre czucie trendów przez polskich producentów.

Na kosmetyki Made in Poland w 2018 r. zagraniczni klienci wydali 3 mld euro. Polskie kosmetyki eksportowane są do 160 krajów świata.

Juchniewicz przyznał, że chiński rynek kosmetyczny jest hermetyczny. Zaistnienie tam w tradycyjnych sklepach wymaga rejestracji produktu, co trwa od ośmiu miesięcy do dwóch lat, a ponadto wymaga przeprowadzenia zakazanych w Polsce testów na zwierzętach. W sumie - jak powiedział - wchodząca tam firma potrzebuje co najmniej kilku tysięcy euro na jeden produkt.

PAIH wskazuje, że swoistego rodzaju "wytrychem" jest wejście na chiński rynek on line. Alibaba Group, czyli największa na świecie firma z branży e-commerce, wspólnie z rządem z Pekinu wprowadziła rozwiązania typu cross border e-commerce. Jednym z nich jest np. platforma Tmall.hk założona specjalnie dla zagranicznych marek kosmetycznych, by mogły same sprzedawać i promować swoje produkty w Chinach.

"Dzięki temu rozwiązaniu można importować produkty legalnie, płacąc cło, ale nie rejestrując firmy ani produktów w Chinach. Nie ma też konieczności testowania produktów na zwierzętach, co jest szalenie istotne dla europejskich marek" - wyjaśnił Juchniewicz. Ponadto - jak zaznaczył - w przypadku sprzedaży przez Tmall.hk rozliczenia odbywają się od razu w walucie zagranicznej.

- To znaczące ograniczenie kosztów, a poza tym sprzedaż on-line może być doskonałym papierkiem lakmusowym przed wejściem w kanał tradycyjny - wskazał szef PAIH w Szanghaju.

Pytany, ile można w ten sposób zaoszczędzić, powiedział, że "wiele zależy od narządzi promocyjnych z których firma korzysta". Zaznaczył jednak, że wielkość rynku, a także "co najmniej o połowę wyższe ceny sprzedaży w Chinach niż w Polsce, sprawiają, że koszty wejścia, zwłaszcza on line, mogą szybko się zwrócić. "Jeśli eksporter ma dobry produkt, to w ciągu roku może zwiększyć wartość sprzedaży nawet o 1000 proc." - wskazał.

Zachętą do wejścia na chiński rynek jest obniżenie od 1 lipca 2018 r. stawek celnych na wwóz, m.in. części wyrobów przemysłu kosmetycznego i chemicznego. Stawka spadła z 8,4 do 2,9 proc. w przypadku kosmetyków do pielęgnacji skóry i włosów, detergentów czy niektórych produktów medycznych i zdrowotnych.



Czytaj więcej na https://biznes.interia.pl/firma/news/polskie-firmy-kosmetyczne-moga-w-chinach-zwiekszyc-sprzedaz,2624404,1852?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Większe zainteresowanie rynkiem chińskim to również skutek zapowiedzi chińskiej administracji o zniesieniu od 2020 roku konieczności testów kosmetyków na zwierzętach.

Do tej pory część firm jasno deklarowała, że ich sprzedaż do Chin jest wykluczona tak długo, jak prawo w tym zakresie nie zostanie to zmienione. Firmy, które do tej pory sprzedawały do Chin najczęściej omijają te wymogi poprzez tzw. sprzedaż transgraniczną lub sprzedaż wyłącznie w Hongkongu.

Zachętą do wejścia na chiński rynek jest także obniżenie od 1 lipca 2018 r. stawek celnych na wwóz, m.in. części wyrobów przemysłu kosmetycznego i chemicznego. Stawka spadła z 8,4 do 2,9 proc. w przypadku kosmetyków do pielęgnacji skóry i włosów, detergentów czy niektórych produktów medycznych i zdrowotnych.

Czytaj także:

Chiny zapowiadają zniesienie testowania kosmetyków na zwierzętach
Marka JOKO wchodzi na rynek chiński. Wsparcie PAIH miało w tym spory udział
Zenon Ziaja o wpływie chińskich zamówień na wyniki sprzedażowe i niebezpieczeństwie koncentracji handlu...

# Eksport
 reklama