Polacy nie mogą doczekać się otwarcia salonów fryzjerskich
Polacy nie mogą doczekać się otwarcia salonów fryzjerskich

Po zniesieniu ograniczeń w korzystaniu z usług i handlu, Polacy ruszą przede wszystkim do salonów fryzjerskich i kosmetycznych - wynika z sondażu "Na co czekamy po pandemii".

Jak wskazali autorzy sondażu IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów, obecnie największym wyzwaniem są zamknięte salony fryzjerskie i kosmetyczne. Wskazało tak 58,4 proc. badanych, niezależnie od wieku, płci i miejsca zamieszkania.

Na kolejnych miejscach ex aequo znalazły się sklepy odzieżowe i obuwnicze oraz urzędy (po 22,1 proc.), a trzecim - turystyka (21,9 proc.). Dalsze miejsca przypadły: galeriom handlowych (16,9 proc.), restauracjom i kawiarniom (15 proc.), marketom budowlanym (11,8 proc.).

To nie jest jedyne badanie, które udowadnia, że za długie grzywki i odrosty naprawdę dają się już nam we znaki.

Niemal co trzeci Polak wskazuje potrzebę wizyty u fryzjera jako najważniejszą do zrealizowania po zdjęciu obostrzeń, wynika z badań panelu Ariadna na zlecenie infuture institute.

Niestety na otwarcie salonów wciąż musimy poczekać. Plan odmrażania gospodarki zakładał, że salony kosmetyczne oraz fryzjerskie otworzą się dopiero w trzecim etapie. Wtedy też miały zostać otwarte centra handlowe, ale ten punkt przeniesiono do drugiego etapu i do galerii będzie można udać się już po majówce. Plan jest więc elastyczny i będą zachodzić w nim zmiany. 

M.in. w związku z tym branża hair & beauty apeluje o szybszy otwarcie salonów, organizując akcję #ChceDoSalonu. Przyłączyło się do niej 550 osób w pierwszych dwóch dniach, ustawiając zdjęcie profilowe z tym hasztagiem, a liczba ta sukcesywnie rośnie.

Zdaniem rzecznika rządu realnym terminem otwarcia salonów fryzjerskich i kosmetycznych jest połowa maja. - Liczymy na to, że jeżeli liczba zachorowań nie zwiększy się i wszyscy będziemy się stosować do tych standardów, które obowiązują, takich jak noszenie maseczek w miejscach publicznych, to faktycznie będzie to możliwe - powiedział Piotr Müller. 

Branża fryzjersko-kosmetyczna jest w potężnych tarapatach. Bez pracy pozostaje pół miliona osób, co sprawia, że rośnie szara strefa usług. Niestety, kosmetyczno-fryzjerskie podziemie może wiązać się ze znacznie większym ryzykiem dla zdrowia niż usługa wykonana w salonie, który przestrzega reżimu sanitarnego. 

# Raporty tematyczne
 reklama