W tej chwili 50 proc. naszego rynku jest w rękach polskich producentów. Zagranica nie opanowała rynku polskiego. To jest fenomen. Na wszystkich naszych kosmetykach mamy oznaczenie Made in Poland. Dlaczego? Jestem z Polski i tego nie ukrywam. Nie chcę tego w żaden sposób kamuflować. Niektórzy wybierają oznaczenie EU. Dlaczego tego nie robimy? Jesteśmy w Unii Europejskiej, ale jesteśmy polską marką. Czy jest to problem? Bywa. Poza Europą – Polska jest Europą. Czyli: Europa jest bogatym kawałkiem świata, rozwiniętym – i to jest rekomendacja bardzo dobra, jeśli chodzi o produkty. Natomiast w Europie, niestety, za Polską ciągnie się jeszcze opinia kraju zza żelaznej kurtyny. Oczywiście ci, którzy mają kontakty zawodowe czy rodzinne z Polską, przyjeżdżają tu, widzą, że Polska jest wspaniałym krajem: czystym, zbudowanym, przodującym. Natomiast ci, którzy tego nie widzą na własne oczy, łatwiej wpadają w pewne stereotypy.
Rynki europejskie są bardzo ważne i jesteśmy na nich: we Włoszech, na Węgrzech, w Anglii, w Danii, w Hiszpanii... Jednak zaistnienie w Europie jest trudniejsze niż poza nią. Jeżeli ktoś przychodzi do drogerii i chce kupić kosmetyk, musi podjąć decyzję na miejscu. I kupuje to, co wydaje się renomowane. To jest perspektywa od strony klienta. A od strony rynku? Wszędzie jest tak, że każdy broni swojej pozycji w sklepach, bo przecież te półki nie mogą rozciągać się w nieskończoność. Każdy nowy konkurent to jest zagrożenie.
Z drugiej strony sklepy też szukają czegoś nowego, odmiennego. I kiedy się zdecydują, okazuje się, że klienci powoli odkrywają tę nową markę. I tak powolutku, powolutku rośnie renoma, a również – powiedziałabym – rośnie zaufanie do Polski. Bo w opozycji mogę powiedzieć, jak działa Made in France. Może być jakaś mało znana firma, ale ten znaczek dodaje prestiżu z automatu, bo Francja uchodzi za mekkę mody i kosmetyków. Polska mierzy się z jeszcze nie do końca prawdziwą opinią. To się zmienia. Powoli udaje nam się tę Europę zdobywać. Globalnie jesteśmy w ponad 40 krajach. Cały czas robimy ekspansję, poszerzając nasz eksportowy zasięg.
Nie jestem typem osoby, która wali pięścią w stół. Nie mam też za złe, gdy ktoś ma inne zdanie. Rozmawiam, dyskutuję i albo przekonuję tę osobę, albo ona przekonuje mnie. Czasami jednak stawiam na swoim, bo czuję, że właściwy jest ten kierunek, a nie inny. Gdy muszę coś przeciąć, nie robię tego ze złością, ani z jakimiś podtekstami – absolutnie. Uważam, że kultura naszej firmy jest raczej wysoka. Staramy się, by ludziom po prostu dobrze się z nami pracowało. Każdy jest wysłuchany. To jest ważne dla ludzi, ale dla mnie też zawsze było to ważne. Nawet genialni ludzie, którzy nie mają umiejętności komunikacji międzyludzkiej, niczego nie zbudują. W biznesie zawsze musi być grupa, zespół, który wspólnie pracuje, wie, o co chodzi i dokąd dąży.
Biznes to jest ryzyko. Zawsze. I to ryzyko przy podejmowaniu różnych decyzji było u nas zawsze wkalkulowane. Nigdy nie było to jednak myślenie zero-jedynkowe - i przestrzegam przed tym. Bo czasami można mieć wizję, która rodzi się w głowie, że gdy wszystko postawi się na jedną kartę, to będzie super. Nieprawda. Można wygrać, ale można przegrać. Trzeba mieć świadomość, że coś może się nie udać - żeby nie stracić tego, co się ma. Trzeba iść własną drogą, nie zrażać się, ale też nie zamykać oczu na rzeczywistość. Trzeba mieć wizję, mieć plan – nie tylko pieniądze. Życie wygląda inaczej, gdy daje nam satysfakcję. Poczucie tego, że robimy coś sensownego, że to nas cieszy, że jesteśmy zaangażowani, jest bardzo ważne – wtedy praca nie do końca jest pracą. Zarabiamy, rozwijamy firmę - i to daje nam zwyczajnie ochotę do życia. Młodzi ludzie powinni właśnie takiego miejsca pracy, w którym mogą się realizować. Bez poczucia, że skoro kiedyś coś wybrali, a to nie daje im satysfakcji, to już trudno, nie ma czasu na nowe. Nie. Szukaj, szukaj, szukaj... Zadowolenie z pracy jest naprawdę ważne w życiu. Zawsze jest czas, by coś zmienić na lepsze.