Aleksandra Popławska, wiceprezes Popławska Group: Jeśli chodzi o sam wolumen produkcji, to około 40 proc. produkujemy dla siebie, resztę dla firm zewnętrznych. Trochę inaczej jest, jeśli chodzi o zyski, bo własne produkty sprzedajemy z wyższą marżą.
Zróżnicowanie jest tu ogromne - od dużych firm po jednoosobowe działalności. To na przykład lekarze, którzy opracowali własne preparaty i chcą prowadzić ich sprzedaż w swoich gabinetach. Zdarza się również, że produkcję zlecają nam mniejsze gabinety kosmetyczne. Z drugiej strony współpracujemy także z dużymi klientami o globalnym zasięgu, których produkty trafiają do dużych sieci sprzedaży.
Tak, tu faktycznie widać coraz większe zainteresowanie.
Tak, ale minimalne zamówienie wynosi u nas 1 tys. sztuk. Trudno byłoby uruchomić produkcję przy mniejszych wolumenach, biorąc pod uwagę koszty testów czy samego wytworzenia preparatu. Klient musi też być w stanie na przykład kupić odpowiednie opakowania. Taka działalność może się jednak opłacać osobom, które potrafią zagospodarować swoją niszę i dotrzeć z produktem do szerszego grona odbiorców.
Tak, na pewno widać tu wzrosty. Natomiast widzimy też, że wielu inwestorów niekoniecznie chce inwestować własne środki, by ruszać z produkcją autorskich kosmetyków. Wolą raczej licencjonować swój wizerunek, a nie robić biznesu na własną rękę. Trochę szkoda, bo uważam, że wejście głębiej w biznes, a nie tylko "dawanie twarzy" to świetny model rozwoju kariery dla influencera. Daje to przecież gigantyczne możliwości. Oczywiście, są osoby, które się na to decydują i czasem idzie im naprawdę nieźle.