Nieustannie weryfikuję światowe trendy i nie ukrywam, że wybór sześciu kluczowych był dla mnie niezwykle trudny, a co dopiero wybór jednego. Niesamowicie jednak zainspirował mnie temat rytmu cyrkadyjskiego. Odkrycie w dziedzinie medycyny, które w 2017 roku zostało nagrodzone Nagrodą Nobla, mówi o tym, że żywe organizmy posiadają wewnętrzny globalny zegar biologiczny, który pomaga im dostosowywać się do codziennego rytmu.
Każdego dnia staramy się dbać o wewnętrzną równowagę i jakość życia. Nadmiar obowiązków, dążenie do perfekcji, wielozadaniowość, nocna praca, studencki tryb życia, zmiany stref czasowych w podróży lub opieka nad dziećmi, powodują, że doba staje się zdecydowanie za krótka!
Stres i brak snu powodują stałe podwyższenie poziomu kortyzolu (hormonu stresu) zarówno w skórze, jak i całym organizmie oraz rozregulowanie jego naturalnego rytmu dobowego (cyrkadyjskiego). Skóra szybciej się starzeje, staje się sucha, wrażliwa, zmęczona i podatna na stany zapalne. Tu niezwykle istotną kwestię odgrywa SEN! Kiedy śpimy, w skórze uruchamiane są niesamowite procesy regulujące jej wewnętrzną biochemię, m.in. nawilżenie, detoksykację i odnowę komórkową.
Zainspirowani tymi badaniami stworzyliśmy linię MASTER OF TIME, której celem jest zrównoważenie procesów biochemicznych i przywrócenie biologicznego rytmu dobowego skóry, aby wyglądała zdrowo, młodo i promiennie.
Myślę, że ewoluują nieustannie, co dla mnie jako wdrożeniowca, jest niesamowicie pozytywnym wyzwaniem. Świadomość, która rośnie z dnia na dzień, ale również bezlitosne obalanie mitów powtarzanych przez pokolenia, to dwie kwestie, które mocno kształtują rynek.
Myślę, że w chwili obecnej polska branża kosmetyczna jest w dużym chaosie. Wszechobecny „greenwashing” i firmy, które go wykorzystują, czują się bezkarne.
Z uśmiechem, a czasem wręcz z irytacją patrzę na marki, które deklarują „mniej znaczy więcej”, bo choć w niektórych kwestiach to faktycznie prawda, to tak naprawdę wiele z nich wykorzystuje to sformułowanie do wytłumaczenia nieinwestowania w skuteczne składniki, z naprawdę wysokiej półki, które najzwyczajniej w świecie są DROGIE. Mam nadzieję, że zmiany w legislacji, które nadchodzą wielkimi krokami, przyniosą pozytywne zmiany. Nie będzie już można bezkarnie deklarować działania produktu, kiedy wykorzystane zostało nieaktywne stężenie danego składnika lub nie zostały wykonane badania aplikacyjne.
Mam nadzieję, że skończy się era analizowania składników po INCI, bo każdy, kto pracuje przy produkcji wie, że nie ma to najmniejszego sensu.
Często jeden składnik aktywny w INCI to od kilku do nawet kilkunastu pozycji. Składniki, które tak samo się nazywają, pochodzą z różnej części rośliny, pozyskiwane są w różny sposób i mają zupełnie inne właściwości. Jeden może kosztować 30 euro za kilogram, a drugi 3000 euro za kg. Dlatego osobiście jestem zwolenniczką transparentności i dokładnego opisywania surowców, na których pracujemy.
Konsumenci stali się dociekliwi i dokładniej weryfikują produkty. Zwracają uwagę na packaging, koncepcję i doświadczenie ludzi, którzy je tworzą. Są skłonni również więcej zapłacić za wysoką jakość, a to mam nadzieję, przyczyni się do powstawania nowych, ambitnych marek i zweryfikuje rynek, pozostawiając na nim tylko te, które działają w zgodzie z oczekiwaniami klientów.
Każdy rynek rządzi się swoimi prawami, mamy inne rutyny pielęgnacyjne, przyzwyczajenia i głęboko zakorzenione kwestie kulturowe. Tak jak Europejczycy, myślą podobnie o pielęgnacji, to np.; Azjaci, konsumenci z krajów Zatoki Perskiej mają już zupełnie inne wymagania produktowe i potrzeby. Jeśli chodzi na przykład o zapachy, w ciepłych krajach w ogóle nie podobają się słodkie, ciepłe zapachy, które z kolei kocha Skandynawia. W Azji niesprzedawalne są produkty samoopalające, Azjaci nie przepadają również za cięższymi konsystencjami, z uwagi na wysoką wilgotność klimatu. Z kolei globalnym problemem Europejczyków jest odwodnienie skóry.
Myślę, że warto tutaj wskazać rażąco niewłaściwą pielęgnację skóry tłustej, mieszanej, z rozszerzonymi porami i skłonnością do trądziku. Dotyczy to coraz większej liczby osób, w różnym wieku. Choć najczęściej doskwiera osobom młodym, wbrew powszechnym opiniom, hormony nie są tutaj jedynymi winowajcami. Spadek odporności skóry (m.in. zbyt agresywne środki myjące), zwiększona podatność na szkodliwe bakterie, zanieczyszczenie środowiska (smog, wolne rodniki, światło ekranów), stres i życie w biegu oraz coraz uboższa w wartościowe składniki dieta, to również niezwykle istotne kwestie. Wszystko to prowadzi do reakcji obronnej skóry, objawiającej się zaburzeniem oleostazy (naturalnego procesu zrównoważonej produkcji sebum). Najistotniejszy jest fakt, że przetłuszczanie się cery to wieloetapowa, samonapędzająca się machina z niewielkimi szansami na samoistną regulację. Produkty często proponowane do takiej cery pogłębiają przyczyny problemu, zamiast je rozwiązywać. Chciałabym, żebyśmy starali się poznać przyczynę. Bo tak jak w osteopatii, to co jest alarmujące i widoczne, jest wypadkową wielu rzeczy, które się nałożyły i przyczyna może leżeć zupełnie gdzie indziej. Żeby rozwiązać problem, trzeba zrozumieć proces.
TAK! Rynek codziennie zalewa tysiące nowych produktów. Kiedy wybieramy się na zakupy do drogerii, stajemy przed półką, na której wszystko wygląda do siebie podobnie. Mało tego marki się mocno sobą „inspirują” i powstają klony brandów.
Alkemie, które do tej pory znał rynek, było eleganckie, wysmakowane, w jednym stylu. Choć również był tam element sztuki, bo wszystkie ryciny roślin na opakowania ręcznie rysowała Ada, która jest utalentowaną tatuatorką.
Kreując TREND ALERT, zależało nam na radości, zabawie formą, trochę z przymrużeniem oka. Chcieliśmy pokazać coś kompletnie innego, niesztampowego.
Spojrzenie artystów na temat, który im opisaliśmy, a który na co dzień jest im zupełnie obcy. Alkemie tak jak kobieta, ma wiele twarzy, nastrojów i kolorów. Stwierdziliśmy, że otaczamy się świetnymi, zdolnymi ludźmi. Mamy przyjemność z nimi TWORZYĆ i to najwspanialszy element naszej codzienności. Dlatego do tego projektu zaprosiliśmy cztery fantastyczne kobiety, które inspirują nas swoją pracą.
To był dosyć szalony pomysł i nie ukrywam, że wszyscy nieco obawialiśmy się dnia premiery. Jednak to była NASZA wizja i to było dla nas najważniejsze! Ku naszej radości zarówno klienci, jak i media przyjęli nowe opakowania z ogromnym entuzjazmem.
Myślę, że (GEN)IUS WRINKLE REMOVER z linii SLOW AGE. Peptydowy booster do cery dojrzałej. Oparty na Matrixyl® Morphomics™, który powstał w wyniku zaawansowanych badań w dziedzinie genomiki i morfomiki skóry. Odmładza globalnie, pomaga skórze odzyskać gładkość po wykonaniu skurczu mimicznego, zmniejszając utrwalanie zmarszczek. Przede wszystkim ma genialne badania i potwierdzoną skuteczność. Nasi klienci pokochali go za błyskawiczne efekty.
W sieci Kontigo, na lotniskach Aelia Duty Free w Gdańsku, Krakowie i Warszawie, w wyselekcjonowanych drogeriach internetowych i stacjonarnych oraz aptekach.
Zdecydowanie nie daję sobie oddechu. Pracuję jeszcze ciężej niż zwykle, bo podjęliśmy się ze wspólnikami kolejnych szalonych wyzwań i szczerze mówiąc nadchodzące miesiące to będzie niezły rollercoaster. Poza tym z In-Cosmetics w Paryżu przywiozłam całą masę cudownych nowiuteńkich surowców, których nie jestem w stanie schować do szuflady i zapomnieć o nich na kilka miesięcy.
Kocham swoją pracę, właśnie dlatego, że w niej nie ma miejsca na nudę, jest bezkresny ocean możliwości i tylko ode mnie zależy, w którą stronę popłynę: -)
W tym roku bardzo skromne — tygodniowy obóz treningowy z moimi psami, który na szczęście zaplanowałam z dużym wyprzedzeniem, a później już tylko nowe dziecko — projekt, który ujrzy światło dzienne pod koniec roku, a nad którym pracujemy już ponad dwa lata. Mogę zdradzić, że pokażemy się znowu od innej strony, a produkty będą świetnej jakości: -)
Życzę Ci zatem bardzo twórczego fermentu podczas pracy i finalnego sukcesu oczywiście! Rozmawiała Lidia Lewandowska