Katarzyna Bełz, media specialist Eveline Cosmetics (Ewelina Kosmetyczna): Pomaganie jest dla nas czymś bardzo naturalnym. Od lat angażujemy się w działania społeczne i charytatywne, bo wierzymy, że odpowiedzialność marki nie kończy się na sprzedaży produktów.
Wspieramy m.in. kobiety, pacjentów onkologicznych, dzieci, seniorów, lokalne społeczności i zwierzęta. Angażujemy się w różne inicjatywy, na przykład WOŚP. To dla nas bardzo ważna część działalności i coś, co realnie buduje naszą tożsamość. Wokół nas jest tak wiele osób i istot, które potrzebują wsparcia - czasem wystarczy się rozejrzeć, zauważyć czyjąś potrzebę i po prostu zareagować. Dlatego decyzja o dołączeniu do tej akcji przyszła bardzo szybko i spotkała się z ogromnym zaangażowaniem po stronie Zarządu. Temat jest nam bliski, ważny i poruszający, więc nie mieliśmy wątpliwości, że chcemy pomóc Cancer Fighters.
Nie, zupełnie nie patrzyliśmy na to w ten sposób. Od razu włączyliśmy się w akcję, bo temat jest dla nas bardzo ważny. Nie analizowaliśmy potencjalnej skali, zasięgów ani tego, jak szeroko ta inicjatywa się rozniesie.
To, co stało się później, naprawdę nas poruszyło. Skala zaangażowania, emocji i wsparcia przerosła nasze wyobrażenia. Ten stream pokazał, że kiedy ludzie jednoczą się wokół ważnego celu, potrafią zrobić coś naprawdę pięknego. Jesteśmy bardzo wzruszeni i wdzięczni, że mogliśmy być częścią tej akcji. To historyczne wydarzenie i zostanie w sercach naszego teamu na zawsze!
Dla nas to była przede wszystkim, a właściwie wyłącznie, działalność charytatywna. Nie myśleliśmy o tej akcji w kategoriach marketingowych ani jako o zaplanowanym RTM-ie. To po prostu odruch serca. Najważniejsze było wsparcie osób, które tego potrzebują, dołożenie swojej cegiełki do czegoś maksymalnie dobrego, a także poinformowanie o tej akcji naszych klientek i klientów, żeby oni również mogli wziąć w niej udział.
Ale trochę przewrotnie można powiedzieć, że to dzięki tej akcji nagle staliśmy się RTM-em. „Ewelina Kosmetyczna” to nazwa, której nasze klientki używają od lat, jest nam bardzo bliska i mocno się z nią utożsamiamy. Pojawia się naturalnie w mediach społecznościowych, w komentarzach czy we współpracach z influencerkami. Dlatego, gdy Tosia z Fundacji Cancer Fighters, na streamie nazwała nas Eweliną Kosmetyczną… to po prostu staliśmy się nią oficjalnie.
Dołączyliśmy do tej viralowej fali, ale cały czas z jednym najważniejszym celem: żeby pomagać dalej i zachęcać innych do udziału w akcji.
Podobnie działamy też w wielu mniejszych, mniej medialnych inicjatywach. Tak było m.in. przy zimowych akcjach wsparcia schronisk. Dla nas pomaganie nie musi być głośne, żeby było ważne.
Trudno nam to oceniać jednoznacznie, bo w takich akcjach najważniejsze nie jest porównywanie, kto i ile pomógł. Liczy się każda wpłata, każde udostępnienie, każda forma wsparcia i każda dobra intencja.
Jeśli nasz ruch stał się dla kogoś impulsem do działania, to bardzo nas to cieszy. Ale nie patrzymy na to w kategoriach rywalizacji. Wierzymy, że szerzenie dobra ma sens niezależnie od skali - zarówno duże, jak i małe gesty składają się na realną pomoc.
Najważniejsze jest to, że wiele osób i firm potrafiło się zjednoczyć wokół jednego celu. To właśnie ta wspólnota i gotowość do działania mają największą wartość. I bardzo nas to wzrusza!
Ludzie szybko wyczuwają, czy marka działa szczerze, czy tylko wizerunkowo. Dlatego takie zaangażowanie musi wynikać z prawdziwych wartości, a nie z potrzeby bycia widocznym.
Dla nas ta akcja była pięknym przykładem tego, jak dużo dobrych emocji może uruchomić wspólny cel. Pokazała też, że społeczność wokół marek naprawdę ma ogromną siłę. Potrafi wspierać, mobilizować i nieść dobro dalej.
Jesteśmy dumni, że społeczność Eveline Cosmetics (a w zasadzie już teraz Ewelin Kosmetycznych!) ma tak wielkie serca i że razem mogliśmy stać się częścią czegoś naprawdę ważnego.
Zasięgi, wsparcie influencerów, twórców internetowych czy osób rozpoznawalnych na pewno mogą bardzo pomóc. Potrafią przyspieszyć zbiórkę, zwiększyć jej widoczność i dotrzeć do osób, które inaczej mogłyby w ogóle się o niej nie dowiedzieć. W tym sensie siła mediów społecznościowych może być naprawdę ogromna i bardzo potrzebna.
Ale jednocześnie wierzymy, że dobro nie zawsze musi być głośne. Warto wspierać też lokalne inicjatywy, mniejsze fundacje i działania, które nie mają wielkich zasięgów, a wykonują niezwykle ważną pracę. Czasem pomoc dzieje się po cichu, bez kamer i dużych komunikatów i jest równie cenna.
Najważniejsze są intencje, realne działanie i wrażliwość. Jeśli komunikacja pomaga nieść dobro dalej, to warto z niej korzystać. Ale sercem każdej takiej akcji zawsze powinna być autentyczna chęć pomocy.