Joanna Ryglewicz, założycielka Oio Lab: naszą ideą jest transparentność
Joanna Ryglewicz, założycielka Oio Lab: naszą ideą jest transparentność

Prawniczka, którą zawsze fascynował świat kosmetyków. Rozpoczęła swój biznes od dystrybucji znanej, selektywnej marki francuskiej, by wreszcie dojrzeć do stworzenia własnego brandu, absolutnie spójnego z jej wartościami i podejściem do pielęgnacji. Oio Lab synergicznie łączy naturalność z nauką, a do tego stawia na uczciwą komunikację i transparentność. Joanna uważa, że polski rynek wyróżnia świeżość, świetna energia - szczególnie wśród młodych twórców, nie tylko z branży beauty.

Wirtualne Kosmetyki: Co skłoniło prawniczkę do zainteresowania się branżą beauty?

Joanna Ryglewicz: Rynki kosmetyczny i apteczny, związany z dermokosmetykami, fascynowały mnie, odkąd pamiętam. Sporo czytałam i nadal czytam na ten temat – wyszukuję artykuły i publikacje naukowe, interesują mnie nie tylko składy kosmetyków, lecz także innowacje, tendencje branżowe i tematy, które według mnie można wykorzystać w kosmetyce. Przez lata zdobywałam wykształcenie prawnicze, a równolegle rozwijała się moją pasja związana z branżą beauty. W końcu musiałam podjąć decyzję, by związać się z nią zawodowo.

Rozpoczęła Pani od dystrybucji marki Embryolisse. Jak do tego doszło? Był to świadomy czy może nieco przypadkowy wybór tej konkretnej marki?

Wybrałam Embryolisse intencjonalnie – dobrze znałam tę francuską markę, używałam ich dermokosmetyków i wiedziałam, że nie ma ich w Polsce. Podpatrzyłam je za kulisami pokazów London Fashion Week, kiedy jeszcze mieszkałam w Londynie. Zgłębiłam temat i okazało się, że Embryolisse jest bardzo popularna w Paryżu i na świecie, w kręgach osób z branży modowej – uwielbiają ją wizażyści, modelki i aktorki. Promowały ją – głównie w ramach marketingu szeptanego – Gwyneth Paltrow, Monica Bellucci, Anja Rubik i supermodelki z lat 90. Od zawsze interesowałam się rynkiem kosmetycznym, a brak Embryolisse w Polsce widziałam jako niszę dla siebie. Podpisałam wtedy kontrakt z tą paryską marką i do dziś zajmuje się dystrybucją ich kosmetyków.

W jakich kanałach sprzedaje się Embryolisse?

Paryskie dermokosmetyki sprzedajemy stacjonarnie w sieciach Super-Pharm i online w Douglas, więc z jednej strony mamy rynek apteczny, a z drugiej – selektywny. Do tego produkty Embryolisse można kupić online w wyselekcjonowanych sklepach.

Jak ocenia Pani popyt w Polsce na droższe marki?

Rynek marek kosmetycznych premium możemy podzielić na dwie części: z jednej strony mamy popularne, komercyjne, luksusowe kosmetyki, a z drugiej – stosunkowo nową dziedzinę, w której kluczowe jest świadome podejście do pielęgnacji, zarówno producenta, jak i świadomego konsumenta.

Mamy to szczęście, że przyciągamy do siebie bardzo dociekliwych i świadomych odbiorców, a nasz klient jest często szeroko zainteresowany nie tylko światem beauty i składem kosmetyków, ale również polityką marki i wartościami, które firma sobą prezentuje.

Jest to rynek, który dynamicznie się rozwija, a my czujemy się gotowi, żeby informować o tym co, jak i dlaczego robimy, i w ten sposób wspierać konsumentów w dokonywaniu możliwie najbardziej świadomych decyzji. Mamy wpływ na naszą rzeczywistość, a decyzje, które podejmujemy, kształtują otaczający nas świat. Myślę, że zarówno dla przedsiębiorcy, jak i dla indywidualnego odbiorcy ważny jest moment, w którym dociera do nas, że możemy bardzo wiele zdziałać i zmienić – jeżeli tylko się na to odważymy.

Na dystrybucji jednak Pani biznesowa przygoda z kosmetykami się nie kończy. Od niedawna tworzy Pani swoją markę i zajmuje się produkcją.

Decyzja o tworzeniu własnych kosmetyków dojrzewała we mnie powoli – rozważałam różne opcje, zgłębiałam wiedzę na temat ziół i sposobów mieszania olejków, a cały proces odbywał się metodą prób i błędów. Zaczęło się od olejków, które komponowałam dla znajomych, po nich był epizod z firmą Ollio, w ramach której w sprzedaży było jedno serum. To jednak nadal nie było „to”.

Wiedziałam, że moja marka musi być holistyczna – kosmetyki mają być tworzone z naukowcami, mają mieć doskonały, naturalny skład i piękne, jak najbardziej ekologiczne opakowania.

Zaczęła klarować się idea i możliwość wykorzystania nauki, aby wydobyć to, co najlepsze z natury, oraz DNA marki oscylujące wokół NAUKI, NATURY, TRANSPARENTNOŚCI i EFEKTYWNOŚCI. Tak powstało Oio Lab, które nadal rozwijamy – lubię powtarzać, że to płynny koncept, który nieustannie ewoluuje – bardzo ważne jest to, żeby marka rozwijała się razem z nami.

Czym wyróżnia się marka Oio Lab?

Przede wszystkim stawiamy na naukowe podejście do tworzenia bezpiecznych dla skóry kosmetyków – w kwestiach innowacji współpracujemy z laboratoriami zewnętrznymi i uczelniami wyższymi, jak Uniwersytet Medyczny w Poznaniu. Skrupulatnie sprawdzamy, czy rośliny, które stosujemy, pochodzą z ekologicznych upraw, w jaki sposób są ekstrahowane i jakie certyfikaty mają poszczególne składniki. Razem z naszą panią doktor Anną Bobkowską zajmujemy się selekcją dostawców i sprawdzamy, czy spełniają nasze kryteria. Składniki otrzymujemy nowatorską, czystą metodą ekstrakcji, a nasze kosmetyki są przyjazne środowisku.

W Oio Lab dobro natury traktujemy całościowo – nie używamy plastiku (mamy tylko jeden element – uchwyt zakraplacza, ale pracujemy nad tym), stosujemy patentowane fioletowe szkło, które chroni surowce przed szybkim rozkładem, olejki pakujemy w małe papierowe pudełka.

Komunikujemy wszystkie nasze działania, nawet jeżeli nie są jeszcze w 100% idealne. Uważam, że branża beauty wymaga transparentności. Nieustannie pamiętamy o naszych celach, ale jesteśmy również otwarci, żeby dzielić się z konsumentami naszymi doświadczeniami – zarówno tymi pozytywnymi, jak i trudniejszymi. Najważniejsze jest to, żeby nie przestawać się rozwijać.

Jaki ma Pani pomysł na wypromowanie tej marki? Gdzie obecnie można znaleźć kosmetyki Oio Lab?

Naszą ideą jest wspomniana transparentność – składy kosmetyków Oio Lab są skrupulatnie komunikowane, opisujemy je i wyjaśniamy, dzielimy się też z naszym odbiorcami nowymi, ekologicznymi i bardziej skutecznymi formułami czy efektami prowadzonych badań. Ilustrując, wykazaliśmy, że stosując nasze Wielopoziomowe Serum Nawilżające Aquasphere przez 7 dni, poziom nawilżenia skóry wzrasta o 49,5%. Korzystamy ze wsparcie profesjonalej agencji marketingowej, ale duża część promocji marki następuje organicznie. Nasze kosmetyki doceniają i piszą o nich świadome kobiety, jak artystka Ofelia (Iga Krefft) czy Garance Doré, francuska fotografka, ilustratorka i influencerka – autorka znanego bloga modowego.

Staramy się docierać do klientów, którzy podzielają nasze podejście do pielęgnacji i ochrony środowiska.

Aktualnie nasze kosmetyki można znaleźć w wyselekcjonowanych punktach sprzedaży w krajach skandynawskich, Polsce, Szwajcarii, Niemczech i Hongkongu. W Stanach Zjednoczonych wyłączność na produkty Oio Lab ma Joanna Czech – specjalistka od pielęgnacji, która pracuje z Anną Wintour, Anją Rubik, Umą Thurman, Christy Turlington czy Cate Blanchett. Nasze serum można kupić w klinikach Joanny w Dallas i Nowym Jorku.

Ma Pani swoich ulubieńców w obu markach?

Jeśli chodzi o produkty Oio Lab, to stosuję wszystkie (śmiech), ale na chwilę obecną jestem najbardziej wierna serum z rozjaśniającej kuracji z witaminą C The Future Is Bright na dzień i innowacyjnemu naprawczemu i ochronnemu serum The E-serum, w którym stosujemy unikalny ferment z groszku, wspierający walkę z negatywnym działaniem światła niebieskiego. Dużo pracuję przy komputerze, a to serum niweluje skutki różnego rodzaju promieniowaniem, na które narażona jest nasza skóra na co dzień. Z kolei mój aktualny ulubieniec marki Embryolisse to woda aktywna – czyli połączenie mgiełki czyszczącej i pielęgnacji – który pojawi się na polskim rynku we wrześniu.

Co jest Pani zdaniem dziś największym atutem polskiego rynku kosmetycznego?

Nasz rynek kosmetyczny jest bardzo mocny i ciekawy, jego silną stroną jest to, że przedsiębiorcy mają otwarte głowy, nie boją się podejmować odważnych decyzji.

Dostrzegam w nim spójność – polskie marki łączą aktualne trendy i tendencje branżowe z własną filozofią, umiejętnie przeplatają wartości Wschodu i Zachodu w kwestii nie tylko pielęgnacji, ale świadomego podejścia do życia.

Uwielbiam polski rynek – cieszy mnie, że jest u nas dużo świeżości, świetnej energii, szczególnie wśród młodych twórców, i mam tu na myśli nie tylko branżę beauty, ale też wzornictwa, mody czy kulinariów.

To na drugą nóżkę – w czym tkwi największe wyzwanie?

Kierunek, w którym zmierzamy, jest świeży, szlaki biznesowe są nieprzetarte, ale nie wyobrażam sobie działać inaczej.

Tak naprawdę największym wyzwaniem była dla nas sama decyzja o stworzeniu marki – sprecyzowanie tego, co i jak chcemy komunikować na rynku kosmetycznym, i czy nasze kosmetyki będą się sprzedawać.

Naturalnie dochodzimy więc do tego, jak rozwijać markę Oio Lab i jak komunikować nasze wartości: naukę, naturę, efektywność i transparentność. Nieustannie poszukujemy inspirujących roślin lub grup naturalnych organizmów, które możemy wykorzystać w naszych kuracjach. Szukamy też coraz lepszych rozwiązań przyjaznych planecie, jak stosowanie ekologicznych, kompostowalnych materiałów. Często nasze działania są niepotwierdzone w kontekście strategii biznesowych, ale działamy intuicyjnie, stawiamy na naukę i samoświadomość, jesteśmy elastyczni i wierzymy, że nasz odbiorca jest nie tylko gotowy na zmiany, ale także oczekuje ich z niecierpliwością.

Jakie są Pani biznesowe plany na rok 2021?

Moje plany to rozwój Oio Lab, w tym naszej sieci sprzedaży, a także rozwój nowych, innowacyjnych produktów. Kontynuujemy również rozwijanie dystrybucji Embryolisse, która wprowadza coraz więcej naturalnych produktów i inwestuje w jakość opakowań, w oparciu o politykę prośrodowiskową. Śledźcie nasze profile na Instagramie: @oiolab oraz @embryolisse_pl, bo będzie się naprawdę sporo działo.

Dzięki za rozmowę!
Lidia Lewandowska, Wirtualne Kosmetyki
# Wywiady i opinie
 reklama