Aleksandra Matysiak, Melli Care: ostatecznie okazało się, że temat zakazu deklaracji free-from kompletnie nie zainteresował konsumentów
Aleksandra Matysiak, Melli Care: ostatecznie okazało się, że temat zakazu deklaracji "free-from" kompletnie nie zainteresował konsumentów

Odnoszę wrażenie, że konsument ma szczerze w nosie, czy hasła typu "bez parabenów", "0% SLES", są na opakowaniu, czy też ich nie ma. Wyprzedajemy ostatnie sztuki wyprodukowane przed 1 lipca i kompletnie nie mamy zapytań ze strony konsumentów o opakowania bez tych deklaracji.

Modę na pewnie kategorie kosmetyków kreują media i blogosfera. Jest zatem ogromna różnica, czy konsumentka kupuje krem od niechcenia, kolejny do kolekcji, żeby sprawić sobie przyjemność i wypróbować nowość promowaną przez influencerkę (która notabene co drugi dzień zachwala inny cudowny krem w danej kategorii), czy też ma poważny problem ze skórą i potrzebuje ten problem wyeliminować. Jeśli ma problem realny, to wtedy nie interesuje się, czy krem zawiera parabeny czy też nie, bo chce rozwiązać swój problem.

Oczywiście przygotowaliśmy opakowania, które nie zawierają sformułowania „free from”, żeby stosować się do rygorystycznych przepisów odnośnie niekonkurencyjności, ale to chyba był wielki szum w szklance wody, który konsumenta niewiele obszedł.

Mieli o czym pisać dziennikarze, blogerzy, a nawet prawnicy. Labolatoria wygenerowały sobie dodatkowe zyski ze szkoleń, które miały nas – producentów nauczyć, jakich claimów nie możemy stosować. Natomiast w okresie całej tej burzy ani jeden konsument nie zapytał nas, czy mamy czy też nie parabeny w składzie oraz czy informujemy o tym na etykietach.

# Wywiady i opinie
reklama