Prezydent USA Donald Trump podpisał decyzję o wprowadzeniu nowej rundy ceł na towary pochodzące z 60 gospodarek, które – według administracji Białego Domu – nie podjęły wystarczających działań w celu przeciwdziałania pracy przymusowej. Nowe stawki wynoszą od 10 do 12,5 proc. i zastępują wcześniejsze globalne taryfy, które wygasły 24 lipca 2026 r.
Stawką celną w wysokości 10 proc. będą objęte kraje, które przyjęły przepisy dotyczące zakazu pracy przymusowej, ale zdaniem USA nie egzekwują ich skutecznie. Towary pochodzące z pozostałych państw będą podlegać stawce 12,5 proc. Unia Europejska ma zostać objęta cłem w wysokości 10 proc. Link do mapy krajów objętych nowymi cłami - w linku.
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas ostro skrytykowała nowe taryfy, uznając zarzuty za bezpodstawne i wskazując, że administracja USA naruszyła zapisy wcześniejszego porozumienia transatlantyckiego. Mocno kontrargumentowała kwestie dotyczące pracy przymusowej. - Jeśli porównać nasze prawo pracy z amerykańskim, mamy płatne urlopy i bardzo dobre warunki dla pracowników, więc (te zarzuty) nie są niczym poparte - oceniła Kallas w wypowiedzi dla agencji Reutera. Zapowiedziała, że Wspólnota zażąda od USA pilnych wyjaśnień.
Kallas podkreśliła, że nowe taryfy są szokiem, ponieważ blok wywiązał się ze zobowiązań z zeszłorocznego porozumienia handlowego. - Uzgodniliśmy z Amerykanami porozumienie i dotrzymaliśmy swoich zobowiązań. Dlatego ta decyzja jest dla nas negatywnym zaskoczeniem - dodała.
Decyzja zapadła kilka miesięcy po wyroku Sądu Najwyższego USA z 20 lutego 2026 r., który uznał, że wcześniejsze cła wprowadzone przez Donalda Trumpa na podstawie ustawy International Emergency Economic Powers Act (IEEPA) z 1977 r. były niezgodne z prawem. Taryfy ogłoszone w kwietniu 2025 r. w ramach programu „Liberation Day” zaczęły obowiązywać od sierpnia ubiegłego roku, jednak sąd orzekł, że przepisy IEEPA nie dają prezydentowi uprawnień do samodzielnego nakładania ceł.
Poprzednia fala ceł istotnie wpłynęła na sektor beauty. Wielu producentów i właścicieli marek zdecydowało się wówczas na podwyżki cen, aby zrekompensować wyższe koszty importu i produkcji.
Jednym z najgłośniejszych przykładów była firma e.l.f. Beauty, która po wcześniejszym podniesieniu cen części produktów o 1 dolara zapowiedziała przeznaczenie 58 mln dolarów uzyskanych ze zwrotów ceł na obniżenie cen wybranych kosmetyków.
Nowe taryfy mogą ponownie zwiększyć presję kosztową na firmy działające w branży kosmetycznej, szczególnie te korzystające z globalnych łańcuchów dostaw i importujące komponenty lub gotowe produkty do Stanów Zjednoczonych.