- Popieramy troskę o środowisko, poza tym bezpieczeństwo kosmetyków jest dla nas oczywiście priorytetem. Nie boimy się też zmian. Ale apelujemy o to, by były realistyczne.
Nadmiar regulacji oraz zmieniające się wymogi miały ogromny wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa.
– Ostatnie lata to nieustanne reformulacje. Do tego dochodzą zmiany etykiet i dokumentacji. Wszystko to prowadzi oczywiście do konieczności utylizacji sporej części produktów, a to, jak wiadomo, nie jest dobre dla środowiska – podkreśla.
Obecne regulacje prowadzą do tego, że substancje klasyfikuje się, oceniając ich stuprocentowe stężenie, a w takich dawkach nigdy nie są stosowane w kosmetykach. – Dodatkowo do oceny szkodliwości przyjmuje się często stosowanie doustne, choć działanie wynikające z zastosowania tej samej substancji na skórę jest zupełnie inne niż w sytuacji, gdy zostanie przyjęta drogą pokarmową. Taka metodologia prowadzi do nieproporcjonalnych skutków regulacyjnych bez zapewnienia dodatkowej ochrony dla konsumentów – wyjaśnia.
- Jesteśmy przeciw automatyzmowi zakazów. Obecnie klasyfikacja substancji jako CMR (potencjalnie rakotwórczych, mutagennych lub szkodliwych dla rozrodczości) oznacza natychmiastowy zakaz jej stosowania w kosmetykach, bez względu na faktyczny sposób użycia, stężenia i bezpieczeństwo produktu końcowego – zauważa.
Jednak jak podkreśla, nie neguje potrzeby samej klasyfikacji. – Jest potrzebna, gdyż określa czy dana substancja chemiczna jest niebezpieczna dla zdrowia i środowiska, na przykład czy jest łatwopalna, toksyczna, czy jest tzw. substancją CMR. To wprowadza wspólny sposób identyfikacji zagrożeń i oznakowywania substancji chemicznych, istotnych chociażby dla pracowników, aby wiedzieli jak z nimi postępować w określonych warunkach, np. w transporcie czy przy naważaniu. Jednocześnie postulujemy o zapewnienie proporcjonalności ilości regulacji oraz uzasadnionych ocen w obszarze składników – podsumowuje Lidia Ziaja.
źródło: "Apel branży kosmetycznej do UE. "Chińskie firmy nie mają takich problemów"; Natalia Kondratiuk-Świerubska. gazeta.pl