Bosko od początku powstało z myślą o kobietach i ich codzienności. Nie chcieliśmy tworzyć wyłącznie kosmetyków. Chcieliśmy tworzyć markę, która daje kobietom dobre samopoczucie, pewność siebie i poczucie, że są ważne. Skoro budujemy społeczność opartą na relacjach, to naturalne jest dla nas, że chcemy wykorzystywać ją również do pomagania - mówi Piotr Człapski, prezes firmy w rozmowie z Lidią Lewandowską.
Piotr Człapski, CEO Bosko Cosmetics: Wręcz przeciwnie. Oczywiście duże firmy mają większe budżety i większy zasięg, ale pomaganie nie zaczyna się od wielkich kwot. Zaczyna się od decyzji, czasami spontanicznych czasami zaplanowanych. Jako młoda marka sami wielokrotnie byliśmy w miejscu, w którym liczyła się każda złotówka, dlatego wiemy, że wsparcie nie zawsze musi oznaczać ogromny przelew. Czasem jest to przekazanie produktów, nagłośnienie zbiórki czy po prostu wykorzystanie swoich zasięgów w dobrym celu. Dla nas ważne jest nie to, ile możemy dać, ale czy reagujemy, kiedy możemy pomóc. Wierzę, że te kwoty od nas również będą rosły.
Jakie projekty z zakresu CSR były dla Was najważniejsze w tym roku?Najbliższe naszemu sercu są wszystkie inicjatywy związane ze wspieraniem kobiet i budowaniem społeczności wokół wzajemnej pomocy. Wspieraliśmy wydarzenia, które dają kobietom przestrzeń do rozwoju, rozmowy i wzajemnej inspiracji. Bardzo ważne były dla nas również akcje charytatywne, w które angażowaliśmy się jako marka i jako ludzie. Nie patrzymy na nie przez pryzmat PR-u, ale przez pryzmat realnego wpływu. W tym roku wyjątkowe było spotkanie Kolory Kobiet z radiem Kolor, na którym rozmawialiśmy o poczuciu własnej wartości u Kobiet, o tym jaki wpływ mają na nie różne czynniki, ale również wsparcie fundacji „Po drugie”, która zbudowała cudowny dom dla młodych, samotnych matek.
Takich momentów było kilka, ale najbardziej poruszające są te sytuacje, kiedy widzimy, jak szybko ludzie potrafią się jednoczyć wokół ważnej sprawy. Kiedy społeczność, klienci, partnerzy i zupełnie obce osoby zaczynają działać razem, przypomina nam się, że internet i biznes mogą być narzędziami do czynienia dobra. To daje ogromną nadzieję. Każde wsparcie produktowe, gdzie osoby nie mogą sobie pozwolić na zakup naszych produktów, czasami na zakup żadnych produktów pielęgnacyjnych jest dla nas bardzo ważne. Spotkanie z podopiecznymi fundacji „W związku z rakiem”, które odwiedziły nas w naszej siedzibie i opowiadały jak dużo pewności dodają im włosy tym samym nasze produkty, które są skuteczne i wpływają na ich poczucie własnej wartości.
Skąd Pana osobiste przekonanie, że marka Bosko powinna mieć w sobie pierwiastek dobra?Bosko od początku powstało z myślą o kobietach i ich codzienności. Nie chcieliśmy tworzyć wyłącznie kosmetyków. Chcieliśmy tworzyć markę, która daje kobietom dobre samopoczucie, pewność siebie i poczucie, że są ważne. Skoro budujemy społeczność opartą na relacjach, to naturalne jest dla nas, że chcemy wykorzystywać ją również do pomagania. Biznes może zarabiać pieniądze i jednocześnie robić coś dobrego. Te dwie rzeczy się nie wykluczają. Co więcej, mam przekonanie, że jeśli robimy to całym sercem i z pasją, to skuteczność biznesu jest wypadkową, a czasami śmieję się, że skutkiem ubocznym.
Myślę, że tak. Jesteśmy bardzo blisko naszych odbiorców i tego, co dzieje się w internecie. Nie mamy rozbudowanych struktur ani wielostopniowych procesów decyzyjnych. Jeśli widzimy, że dzieje się coś ważnego, możemy reagować od razu. W przypadku zbiórki Łatwogang właśnie tak było. Nie zastanawialiśmy się tygodniami, czy warto się zaangażować. Po prostu uznaliśmy, że trzeba działać i zadziałaliśmy.
Czy o pomaganiu warto mówić głośno?Warto, jeśli robi się to z odpowiednich powodów. Jeśli mówimy o pomaganiu wyłącznie po to, żeby się pochwalić, ludzie to wyczują. Ale jeśli pokazujemy, że warto się angażować i przy okazji inspirujemy innych do działania, to ma sens. Czasem jedna publikacja może sprawić, że kolejne osoby dołączą do zbiórki albo same zaczną pomagać. U nas również, o niektórych akcjach czy działaniach mówimy, niektóre robimy po cichu i wspieramy wewnątrz firmy.
Bardzo pozytywnie. Co ciekawe, często to nie są posty z największym zasięgiem, ale z największą liczbą wartościowych wiadomości i reakcji. Widzimy, że nasze klientki chcą kupować od marek, z którymi łączą je wspólne wartości. Coraz częściej liczy się nie tylko produkt, ale również to, kto stoi za marką i jaki ma wpływ na otoczenie.
Najprościej: pokazywać je w działaniu. Dziś każdy może napisać na stronie internetowej, że jest autentyczny, odpowiedzialny czy bliski ludziom. Prawdziwe znaczenie mają jednak konkretne decyzje i konkretne działania. Wartości nie powinny być deklaracją. Powinny być widoczne w tym, co marka robi każdego dnia. Na szczęście odbiorcy bardzo łatwo przekonują się, że te działania są autentyczne i szczere.
Nie działałem i nie uważam, że trzeba mieć za sobą formalne doświadczenie wolontariackie, żeby czuć potrzebę pomagania. Natomiast bardzo często organizowałem szlachętną paczkę w firmach czy zbiórki na konkretne cele. Dla mnie najważniejsze jest przekonanie, że jeśli możemy coś zmienić na lepsze, to warto spróbować. Ta postawa była obecna dużo wcześniej niż Bosko i naturalnie przeniosła się również do firmy.
Czy ostatnie głośne zbiórki internetowe nie pokazały lepszej strony social mediów?Zdecydowanie tak. Bardzo łatwo skupiać się na negatywach i mówić, że media społecznościowe dzielą ludzi albo są powierzchowne. Tymczasem wielokrotnie widzieliśmy, jak ogromną mają siłę mobilizacji. W ciągu kilku godzin można dotrzeć do setek tysięcy osób i realnie komuś pomóc. To pokazuje, że narzędzia same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Wszystko zależy od tego, jak z nich korzystamy. Dlatego zamiast narzekać na social media, wolimy wykorzystywać je do działania i zachęcać innych do tego samego. Dla nas to znaczące narzędzie w komunikacji zarówno z odbiorcami, klientami czy fundacjami.