Polska zna się na beauty. Monika Frydrych o tym, jak budować globalną siłę polskich kosmetyków

Polska zna się na beauty. Monika Frydrych o tym, jak budować globalną siłę polskich kosmetyków

Z tej publikacji dowiesz się:
  • Jak LUÃRE rozwija eksport i które rynki zagraniczne są dziś dla marki najbardziej perspektywiczne?
  • Co najbardziej utrudnia polskim markom kosmetycznym międzynarodową ekspansję i dlaczego konkurencja ceną nie wystarczy?
  • Jak budować rozpoznawalność Polish Beauty za granicą i czy Polska potrzebuje jednej globalnej „champion brand”?

Na ilu rynkach zagranicznych Wasza marka jest dziś obecna i które są dla Was strategiczne?

Monika Frydrych, właścicielka LUÃRE: Poza Polską jesteśmy dziś obecni w Czechach, Hiszpanii, Włoszech, Szwecji, Finlandii, Norwegii, Danii i Holandii. Prowadzimy również rozmowy dotyczące wejścia na rynki GCC, do Australii, Wielkiej Brytanii i Hongkongu. Na ten moment naszym głównym fokusem pozostają jednak Polska i Czechy. W 2027 roku planujemy zdecydowanie przyspieszyć rozwój zagraniczny, koncentrując się przede wszystkim na Europie oraz rynkach GCC. Już teraz zaczynamy powoli rozwijać zespół, który będzie w założeniu bardzo międzynarodowy, po to aby jak najlepiej wykorzystać potencjał marki jaką jest Luare. 

Który rynek zagraniczny okazał się największym sukcesem? Co o tym zdecydowało?

Bardzo pozytywnie zaskoczył nas rynek czeski. Przy relatywnie niewielkim wsparciu marketingowym, opartym przede wszystkim na organicznym PR i influencer marketingu, marka osiąga tam bardzo dobre wyniki. To dla nas ważny sygnał, bo pokazuje, że produkt i pozycjonowanie marki dobrze rezonują z lokalnym konsumentem nawet bez ogromnych budżetów mediowych. Zdecydowanie chcemy rozwijać tam naszą obecność.

Co jest dziś największym wyzwaniem w eksporcie polskich kosmetyków?

Jednym z największych wyzwań jest znalezienie odpowiednich partnerów - takich, którzy są gotowi rzeczywiście budować markę długofalowo, a nie patrzeć na nią wyłącznie przez pryzmat kilku komórek w Excelu i wyników pierwszego kwartału.

Drugim wyzwaniem jest skala inwestycji. Budowanie rozpoznawalności marki na nowym rynku wymaga czasu i bardzo dużych nakładów. Marki, które obserwujemy dziś jako globalne sukcesy, często mają za sobą ogromny kapitał albo funkcjonują w krajach, które stworzyły cały ekosystem wspierający ich międzynarodową ekspansję. Myślę, że w Polsce nadal mamy tutaj sporo do zrobienia.

Do tego dochodzą oczywiście kwestie regulacyjne - rejestracja produktów, lokalne wymogi czy konieczność ustanowienia odpowiednich podmiotów na rynkach zagranicznych, które dodatkowo podnoszą próg wejścia.

Sieć handlowa, która jest Waszym wymarzonym miejscem na obecność marki?

Zdecydowanie Sephora. To, jak marka została przyjęta w Polsce i Czechach, i wsparcie, jakie otrzymujemy od zespołów Sephora na obu rynkach, jest dla nas niezwykle budujące. Szczególnie wyniki w Czechach pokazują nam, że LUÃRE ma potencjał, żeby rezonować z konsumentami również poza swoim rodzimym rynkiem. Jednocześnie otrzymujemy coraz więcej zapytań od dużych partnerów z innych części Europy, ale także spoza niej, co tylko utwierdza nas w przekonaniu, że ten potencjał jest znacznie większy. Moim marzeniem jest rozwijanie LUÃRE razem z Sephora na kolejnych rynkach europejskich, a w przyszłości - również globalnie. Myślę, że trudno byłoby mi wyobrazić sobie lepszego partnera do takiej drogi.

Jak powinniśmy budować rozpoznawalność PL-Beauty / Polish Cosmetics za granicą? Co powinno być naszym najmocniejszym przekazem?

Myślę, że największym problemem Polish Beauty nie jest dziś brak dobrych produktów, tylko brak prostego kodu, który zagraniczny konsument mógłby zapamiętać

K-beauty ma bardzo wyraźną filozofię, podobnie Scandi-beauty. Polska nie ma jednej estetyki - i chyba nie powinniśmy próbować jej sztucznie tworzyć, bo nasze marki są niezwykle różnorodne. Dlatego szukałabym wspólnego mianownika gdzie indziej. Dla mnie mogłaby nim być ekspertyza - przekonanie, że Polska naprawdę zna się na beauty. Mamy niezwykle długą historię związaną z branżą kosmetyczną. z Polski wywodzą się Helena Rubinstein czy Max Factor. Od dekad mamy bardzo silne zaplecze produkcyjne, technologiczne i formulacyjne. Dziś dochodzi do tego nowe pokolenie świetnie zaprojektowanych, ambitnych marek oraz bardzo świadomy i wymagający lokalny konsument. Nie budowałabym natomiast naszej przewagi wokół hasła „bardzo dobra jakość w dobrej cenie”. Zawsze pojawi się ktoś, kto będzie potrafił wyprodukować coś jeszcze taniej i też dobrze. Cena nie jest długoterminową przewagą konkurencyjną i nie buduje aspiracyjności kraju pochodzenia. Dużo bardziej interesująca wydaje mi się narracja: "Poland knows beauty. And has for generations". Jakość nie jako deklaracja marketingowa, ale jako konsekwencja wiedzy, doświadczenia i rzemiosła. To może być wspólny fundament zarówno dla marki naturalnej, technologicznej, luksusowej, makijażowej czy haircare - bez próby wtłaczania wszystkich w jedną estetykę. To trochę jak narracja wokół historii rzemiosła we Francji czy Włoszech - my w Polsce też to mamy, tylko właśnie w beauty. 

Czy polski sektor kosmetyczny potrzebuje jednej globalnej „champion brand”, która pociągnie za sobą inne marki?

Nie sądzę, żebyśmy potrzebowali jednej marki, która będzie reprezentować całe Polish Beauty. Mamy zresztą przykłady polskich marek, które odniosły bardzo duży międzynarodowy sukces - chociażby Inglot.

Oczywiście każdy kolejny globalny sukces zwraca uwagę na Polskę, ale K-beauty czy Scandi-beauty również nie zostały zbudowane przez jednego gracza. Powstał cały ekosystem marek, dzięki któremu konsumenci stopniowo zaczęli kojarzyć określone kompetencje z konkretnym krajem czy regionem. Dlatego wolałabym, żebyśmy mieli wiele champion brands w różnych kategoriach, które będą konsekwentnie zdobywały kolejne rynki. z czasem pojedyncze sukcesy zaczną pracować na wspólną reputację Polish Beauty. 

Natomiast żeby to było możliwe, potrzebne jest większe wsparcie ekspansji. Globalne budowanie marki kosztuje ogromne pieniądze. Mamy w Polsce świetne brandy i przedsiębiorców, ale potrzebujemy też kapitału, wiedzy eksportowej i całego ekosystemu, który pomoże tym markom rzeczywiście skalować się międzynarodowo - i to nie tylko ogromnym markom, ale też mniejszym, innowacyjnym graczom, którzy dopiero wchodzą na rynek. 

W Polsce system wsparcia jest niestety zaprojektowany pod duże koncerny i firmy które już mają ogromny udział eksportu w swoim obrocie. To nie ułatwia takim markom jak Luare, gdzie potencjał na ekspansję i eksport jest ogromny - i widzimy to po spływających do nas zapytaniach z innych regionów świata - ale jednocześnie przez naszą obecną strukturę przychodów mamy zablokowane korzystanie ze wsparcia systemowego.  

Czy jest jakiś trend, którego nie do końca wykorzystujemy - np. Slavic Beauty, Be Like Poland - lub potrzebny jest nam promocyjnie jakiś inny pomysł out-of-the-box?

Do trendów takich jak Slavic Beauty podchodziłabym trochę oportunistycznie - warto je wykorzystywać, kiedy są aktualne, ale nie budowałabym na nich długoterminowej strategii. Trendy przychodzą i odchodzą. Ciekawszy jest dla mnie fakt, że Polki są postrzegane jako kobiety bardzo zadbane i zainteresowane beauty i niezwykle wymagające. Za każdą nasza decyzją zakupową w kategorii kosmetyków stoi naprawdę długi research. I rzeczywiście - polski konsument zna trendy, porównuje produkty, eksperymentuje, ma dostęp do globalnych marek i oczekuje wysokiej jakości. Możemy więc trochę odwrócić narrację: produkty tworzone na jednym z bardziej wymagających i beauty-aware rynków europejskich. Jeżeli produkt potrafi zdobyć polską konsumentkę, to już coś o nim mówi. 

Natomiast promocyjnie nie próbowałabym wkładać wszystkich polskich marek do jednego pudełka. Wykorzystywałabym raczej różnorodność jako atut i dobierała marki zależnie od kontekstu. Polish Beauty podczas Copenhagen Fashion Week może pokazywać zupełnie inną selekcję niż pop-up w Dubaju, Paryżu czy Londynie. Wspólne koncepty retailowe, czasowe przestrzenie, wydarzenia czy organizowane centralnie współprace albo nawet speed dating z zagranicznymi retailerami mogłyby pokazywać najbardziej interesujące polskie marki tam, gdzie naturalnie pasują. Nie potrzebujemy więc chyba wymyślać jednej „polskiej estetyki”. Potrzebujemy zbudować reputację kraju, który zna się na beauty, a później pozwolić poszczególnym markom opowiadać tę historię na swój własny sposób, realnie wspierając ich w tej drodze.