Pamięta Pani swoje pierwsze mydło? Co skłoniło Panią do jego zrobienia?Pamiętam doskonale. Dwanaście lat temu zrobiłam je w kuchni, w kartonie po mleku, z ciekawości, czy potrafię. Po dodaniu zapachu masa zgęstniała tak szybko, że musiałam upychać ją w formie. Potem otuliłam karton kocykiem i zaglądałam do niego co kilka minut. Kiedy pokroiłam mydło, poczułam ogromną dumę. Było moje, zrobione od początku do końca. Od razu chciałam zrobić następne.
Klientki pytały, jak samodzielnie zrobić mydło. Odpowiadałam i odkrywałam, ile radości daje mi pomaganie im w pierwszych krokach, szczególnie gdy po początkowych obawach pokazywały własne kostki. W ich zadowoleniu odnajdywałam emocje, które pamiętałam ze swoich początków. Stopniowo zrozumiałam, że właśnie wokół edukacji chcę rozwijać firmę.
Wyzwaniem było ułożenie oferty tak, żeby materiały bezpłatne i płatne się uzupełniały. Udostępniam dużo podstawowej wiedzy, która pozwala przejść od „chciałabym zrobić mydło” do „zrobiłam je i jestem z siebie dumna!”. Zależy mi, żeby już ten pierwszy sukces był możliwy bez kupowania kursu. Jeśli ktoś złapie bakcyla, może sięgnąć po płatne materiały, które rozwijają i uszczegóławiają tę wiedzę.
To bardzo różne osoby. Jedne chcą po prostu zrobić coś własnymi rękami i znaleźć twórcze zajęcie. Inne szukają prostszych składów, chcą mieć większy wpływ na to, czego używają na co dzień, albo zaczynają interesować się mydłami z powodu problemów skórnych. Są też osoby, które od początku myślą o własnej działalności.
Każda z tych motywacji jest dla mnie ważna. Dla jednej osoby zrobienie pierwszej kostki będzie po prostu satysfakcją, dla innej początkiem większej pasji, a czasem nawet własnej firmy. Sama przy pierwszym mydle nie miałam pojęcia, dokąd mnie to zaprowadzi.
Co jest głównym źródłem przychodów Mydlanych Rewolucji i jak ocenia Pani, które nowe pomysły mają szansę zarobić na siebie?Sprzedaję własne mydła, składniki, zestawy DIY, ebooki, kursy i narzędzia online, prowadzę też warsztaty. W skali roku te obszary się uzupełniają i żaden nie dominuje. Ktoś zaczyna od przepisu, kupuje do niego składniki, a potem sięga po kurs. Najbardziej zależy mi na rozwoju produktów elektronicznych, bo pozwalają mi szybko docierać do odbiorczyń.
Wprowadzając nowy produkt, nie zawsze zaczynam od kalkulacji, czy będzie opłacalny. Czasem wystarczy impuls: klientka czegoś szuka, a ja widzę, że potrafię to stworzyć. Zdarzały mi się pomysły mniej trafione, które finansowo się nie sprawdziły. Brałam to na klatę, bo cenne było dla mnie również doświadczenie zdobyte po drodze. Wierzę, że wszystko jest po coś, a wnioski z jednego nieudanego eksperymentu pomagają mi podejmować kolejne decyzje.
Z codziennych pytań: ile kosztuje kostka, jak ułożyć recepturę, czym zastąpić brakujący składnik? Sama zaczynałam od zera i pamiętam, że największą trudnością było to, że żeby dobrze ułożyć recepturę, najpierw trzeba było poznać właściwości poszczególnych tłuszczów i wiedzieć, jak wpływają na gotowe mydło.
Dlatego teraz tworzę narzędzie, które działa odwrotnie niż klasyczne kalkulatory. Zamiast zaczynać od tłuszczów, użytkowniczka najpierw określa, jakie mydło chce otrzymać, a narzędzie samo dobiera odpowiednie tłuszcze i ich proporcje. To rozwiązanie, którego do tej pory nie spotkałam w świecie mydlarskim, a które może bardzo ułatwić start osobom początkującym.
Przy każdym narzędziu sam pomysł to jednak dopiero początek. Najważniejsze jest dla mnie sprawdzenie, czy działa poprawnie w wielu różnych sytuacjach. Tu pomagają mi moje dobre duszki, czyli koleżanki mydlarki. Mam grono osób, które testują różne warianty i zwracają uwagę na rzeczy, których ja sama mogłabym nie zauważyć. Dzięki temu zanim narzędzie trafi na stronę, przechodzi kilka rund sprawdzania i dopracowywania.
Myślę, że zadziałała przede wszystkim ciekawość i forma codziennego odkrywania kolejnych okienek. Każdego dnia czekało coś innego: przepis, zabawa, niespodzianka albo chwila refleksji, więc odbiorczynie miały powód, żeby wracać. Kalendarz nie był dla mnie typową akcją sprzedażową, raczej sposobem na zbudowanie relacji i pokazanie marki od mniej oczywistej strony. Sprzedaż pojawiała się przy okazji: przy niektórych okienkach z przepisami na kosmetyki około 20% osób przechodziło do sklepu, żeby kupić potrzebne składniki.
Odkryłam, że moją mocną stroną jest proste tłumaczenie i wspieranie innych. Nauczyłam się też, że mogę zmienić pierwotny plan i znaleźć kierunek, który bardziej mi odpowiada. Kiedyś wyobrażałam sobie rozwój firmy przede wszystkim jako coraz większą produkcję. Dziś równie dużą satysfakcję daje mi wiadomość od kobiety, która dzięki mojej pomocy zrobiła pierwsze mydło i uwierzyła, że potrafi. Chcę dalej rozwijać edukację oraz narzędzia ułatwiające robienie mydeł. Duża manufaktura nie jest już moim celem, bo obecny model daje mi więcej swobody i kreatywności.