Marka Patrick Ta Beauty znalazła się w centrum jednej z najgłośniejszych dyskusji ostatnich tygodni w amerykańskim świecie beauty. Punktem zapalnym stała się premiera produktów do tzw. „transition blush” – techniki makijażowej polegającej na płynnym przejściu koloru od okolic pod oczami do policzków.
Jednak zdaniem wielu komentatorów problem wykracza daleko poza sam produkt i dotyka kwestii autorstwa trendów, wynagradzania twórców oraz relacji między influencerami, markami i profesjonalnymi makijażystami.
Od viralowego trendu do premiery produktuKontrowersje wybuchły po premierze nowej linii Patrick Ta Beauty poświęconej „transition blush”. Część użytkowników TikToka zarzuciła marce czerpanie korzyści z techniki spopularyzowanej przez brytyjską makijażystkę Ngozi Esther Edeme, znaną w mediach społecznościowych jako Painted by Esther. W komentarzach pojawiły się oskarżenia o zawłaszczanie pomysłów czarnoskórych twórczyń oraz monetyzowanie trendu, który funkcjonował już wcześniej w środowisku profesjonalnych makijażystów.
Patrick Ta odpiera zarzuty. Podkreśla, że nad produktem pracował od ponad półtora roku, nie rości sobie praw do samej techniki i publicznie przyznał, że Esther odegrała istotną rolę w jej popularyzacji. Marka twierdzi również, że próbowała nawiązać z makijażystką płatną współpracę przy premierze kolekcji, jednak propozycja została odrzucona.
Sama historia transition blush jest jednak znacznie dłuższa niż mogłyby sugerować media społecznościowe. Nakładanie różu wysoko pod oczami, gdzie pełni również funkcję korekty kolorytu skóry, od lat obecne jest w makijażu inspirowanym K-Beauty. Jej korzenie sięgają jeszcze dalej.
Już w latach 70. amerykański makijażysta Way Bandy, uznawany za jednego z pierwszych makijażystów-celebrytów, promował tzw. „blush draping” – technikę modelowania twarzy za pomocą różu stosowaną m.in. u Iman, Diany Ross czy Brooke Shields. Swoje metody opisywał w wydanej w 1977 roku książce Designing Your Face, dzięki której odbiorcy mogli odtwarzać makijaże znane z sesji zdjęciowych i czerwonych dywanów. W pewnym sensie robił więc to samo, co współcześni twórcy beauty na TikToku – popularyzował profesjonalne techniki i budował wokół nich własną społeczność.
Co istotne, sama Esther nigdy nie twierdziła, że stworzyła transition blush. W swoich materiałach wielokrotnie wskazywała inspiracje pracami takich legend makijażu jak Kevyn Aucoin, Pat McGrath czy Danessa Myricks. Jej zwolennicy podkreślają jednak, że to właśnie ona odegrała kluczową rolę w popularyzacji techniki w mediach społecznościowych, szczególnie wśród kobiet o ciemniejszych karnacjach.
To właśnie dlatego obecny spór nie dotyczy autorstwa samej techniki, lecz pytania o to, kto powinien otrzymywać uznanie i korzyści finansowe, gdy internetowy trend trafia do głównego nurtu i staje się komercyjnym produktem.
Sprawa „transition blush” stała się katalizatorem szerszej dyskusji, którą szczegółowo opisał amerykański makijażysta i komentator branży beauty Kevin James Bennett. W swoim głośnym artykule argumentuje, że obecny kryzys nie jest pojedynczym incydentem, lecz kolejnym elementem wzorca zachowań, który – jego zdaniem – towarzyszy karierze Patricka Ta od lat.
Bennett przypomina m.in. zarzuty z początków kariery makijażysty, kiedy wykonywał makijaże celebrytek bez wynagrodzenia w zamian za możliwość publikowania efektów swojej pracy w mediach społecznościowych. Takie praktyki były krytykowane przez część środowiska zawodowych makijażystów, którzy wskazywali, że praca za darmo obniża postrzeganą wartość usług całej branży.
Autor przywołuje również głośną sytuację z 2024 roku, kiedy influencerka Avonna Sunshine opublikowała viralowe nagranie dotyczące niewystarczającego wynagradzania czarnoskórych twórców przez marki kosmetyczne. Choć nie wymieniła Patricka Ta z nazwy, zniszczenie produktów jego marki w materiale zostało powszechnie odebrane jako jasny sygnał, kogo dotyczy krytyka. Film osiągnął ponad 11 mln wyświetleń.
Dla części komentatorów historia Patrick Ta Beauty stała się symbolem szerszego zjawiska zachodzącego w branży kosmetycznej. W erze TikToka granica między trendem a produktem staje się coraz krótsza. Viralowe techniki makijażowe, fryzjerskie czy pielęgnacyjne coraz częściej przechodzą tę samą drogę: od pojedynczego filmu twórcy, przez miliony wyświetleń, aż po premierę dedykowanego kosmetyku.
W tym kontekście transition blush jest jedynie przykładem tej zmiany. Coraz częściej dyskusja nie dotyczy wyłącznie jakości produktu, lecz także tego, kto stoi za pomysłem, kto przyczynił się do jego popularności i czy twórcy otrzymują odpowiednie uznanie za swój wkład. Szczególnie mocno wybrzmiewają tu kwestie reprezentacji oraz widoczności czarnoskórych twórców w branży beauty.
Paradoksalnie sama premiera miała być kolejnym sukcesem Patrick Ta Beauty. Marka należy dziś do najszybciej rosnących graczy w segmencie prestiżowego makijażu, a jej róże regularnie trafiają na listy bestsellerów Sephory. To pokazuje również, jak bardzo zmienił się współczesny rynek kosmetyczny. Jeszcze kilka lat temu marka mogła po prostu wprowadzić produkt inspirowany popularnym trendem. Dziś konsumenci i twórcy coraz częściej pytają o źródła inspiracji, uznanie dla autorów oraz sposób podziału korzyści.
Czy przełoży się to na sprzedaż? Na razie nic na to nie wskazuje. Branża beauty wielokrotnie udowadniała już, że głośne dyskusje w mediach społecznościowych potrafią szybko wygasać, podczas gdy popularne produkty nadal trafiają do koszyków zakupowych. Niezależnie od tego sprawa pokazuje jednak ciekawy kierunek zmian na rynku. W świecie, w którym viralowy trend może w krótkim czasie stać się pełnoprawną kategorią produktową, coraz częściej pojawiają się pytania o autorstwo, wpływ i podział korzyści między twórcami a markami. I to właśnie ten aspekt może okazać się najtrwalszym efektem całej dyskusji.