Dorota Soszyńska: Nie umiem inaczej. Każdy rok ma swój plan, każdy etap – cel. Tak żyję od zawsze. Projekt, wysiłek, rezultat, następny krok. Nie chodzi o pośpiech, tylko o sens. Dopóki wiem, dokąd idę – wszystko ma kierunek.
Spokój – bo wiem, że ta branża ma ogromny potencjał. I czujność – bo świat zmienia się błyskawicznie. Od początku wieku rynek kosmetyczny w Polsce urósł o ponad siedemdziesiąt procent. To imponujący wzrost, ale i ogromna presja. Widzimy, jak wiele małych marek próbuje się przebić, jak niektóre znikają tak szybko, jak się pojawiły. To trudny rynek – wymagający gigantycznych inwestycji w marketing, badania, technologię. Dziś produkujemy około czterdziestu milionów produktów rocznie, a nasza fabryka ma wydolność do pięćdziesięciu. To ogromna machina, która jednak wciąż ma duszę – jakby każdy krem i każdy cień powstawały z osobistą troską. Dziś myślę, że miejsce, w którym jesteśmy, przerosło wszystkie moje oczekiwania. Patrzę z dumą, ale też ze zdumieniem – że to się udało, że potrafiliśmy się zmienić. Może dlatego wciąż mam w sobie tyle energii. Kocham tę branżę do bólu. To mój świat.