Dopóki nie jest się spółką giełdową, to właściwie wycena jest bardzo słaba. Trudno strasznie to wykonać. Można wyceniać. Są metody wyceny udziału, ale one są sztuczne. Tak naprawdę, dopóki ktoś nie zaoferuje pieniędzy, to to nie ma prawdziwej wyceny. Ponieważ warunki były niesprzyjające do tego, żeby wejść na giełdę, a jednocześnie powstała ustawa o fundacji rodzinnej i my się na to zdecydowaliśmy, więc uznałem, że giełda traci dla nas sens, w tej chwili nie jest nam potrzebna. Tym bardziej, że w naszej branży jedynym powodem pozyskanie kapitału może być przejęcie jakiejś innej firmy – jakaś akwizycja. Dzisiaj ja mogę robić duże akwizycje z pomocą banków, nie potrzebuję do tego giełdy, a giełda dzisiaj jest bardzo skomplikowanym narzędziem, które strasznie utrudnia normalne funkcjonowanie firmy.
Podbić to za duże słowo. Mamy dość duży eksport. Jesteśmy w Korei Południowej, a także w wielu innych krajach azjatyckich. W żadnym z tych krajów nie jesteśmy jednak w takiej skali, by mówić o podbijaniu. Wchodzimy, próbujemy, powoli rośniemy i spokojnie jesteśmy w stanie robić to dalej. Oczywiście może przyjść moment, gdy urośniemy za bardzo i kogoś to zainteresuje. Jeżeli jesteśmy w stanie radzić sobie w Europie, tak jak choćby na rynkach hiszpańskim czy włoskim, to dlaczego mamy nie radzić sobie w Azji? Nie widzę problemu.
Korea jest bardzo specyficznym tworem. To jest kraj, który 30-40, może 50 lat temu, był biedniejszy niż Polska. Ale tam stało się coś takiego, że państwo zrozumiało (państwo czyli urzędnicy, politycy, decydenci), że trzeba pomagać, trzeba coś tworzyć. To, że mamy K-Beauty, to nie tylko zasługa producentów kosmetyków, ale też państwa, które pozwoliło, wspomagało, modelowało, promowało cały ten obszar… I rzeczywiście wykreowano modę na koreańskie kosmetyki. Także w Polsce, bo widać, że mamy tutaj prawdziwy boom. Ja liczę po trochu, że to przejdzie, bo to jednak pewna moda. Kosmetyki koreańskie nie są lepsze. Są inaczej wymyślone i inaczej wypromowane. Aż prosi się jednak, by nasi decydenci przyjrzeli się temu i zrozumieli, że praca związana z promocją, na przykład branży kosmetycznej, powinna być skoordynowana, ułożona i ma naprawdę głęboki sens. W Polsce jest bardzo dużo ośrodków, miejsc, w których promowana jest Polska. Jest tego mnóstwo. Wszyscy promują Polskę, ale wszyscy biorą za to pieniądze. To są olbrzymie miliardy złotych rozproszone w różnych miejscach i ta promocja jest niewidoczna. Nie ma takiego centrum dowodzenia, które zajęłoby się tym, jak robić to skutecznie. Czy przez marki? Czy poprzez inne elementy? Nie wiem. Faktem jest jednak olbrzymie rozproszenie tych działań i efektów finalnie nie widać.