Aleksandra Popławska, Popławska Group, o produkcji private label

Aleksandra Popławska, Popławska Group, o produkcji private label

Co jest istotniejsze: produkcja dla Clareny czy produkcja dla podmiotów zewnętrznych?

Aleksandra Popławska, wiceprezes Popławska Group: Jeśli chodzi o sam wolumen produkcji, to około 40 proc. produkujemy dla siebie, resztę dla firm zewnętrznych. Trochę inaczej jest, jeśli chodzi o zyski, bo własne produkty sprzedajemy z wyższą marżą.

Które firmy zlecają wam produkcję?

Zróżnicowanie jest tu ogromne - od dużych firm po jednoosobowe działalności. To na przykład lekarze, którzy opracowali własne preparaty i chcą prowadzić ich sprzedaż w swoich gabinetach. Zdarza się również, że produkcję zlecają nam mniejsze gabinety kosmetyczne. z drugiej strony współpracujemy także z dużymi klientami o globalnym zasięgu, których produkty trafiają do dużych sieci sprzedaży.

Zdarzają się też zlecenia od influencerów?

Tak, tu faktycznie widać coraz większe zainteresowanie.

Każdy może więc zlecić produkcję własnego preparatu?

Tak, ale minimalne zamówienie wynosi u nas 1 tys. sztuk. Trudno byłoby uruchomić produkcję przy mniejszych wolumenach, biorąc pod uwagę koszty testów czy samego wytworzenia preparatu. Klient musi też być w stanie na przykład kupić odpowiednie opakowania. Taka działalność może się jednak opłacać osobom, które potrafią zagospodarować swoją niszę i dotrzeć z produktem do szerszego grona odbiorców.

Rynek dla influencerów jest perspektywiczny?

Tak, na pewno widać tu wzrosty. Natomiast widzimy też, że wielu inwestorów niekoniecznie chce inwestować własne środki, by ruszać z produkcją autorskich kosmetyków. Wolą raczej licencjonować swój wizerunek, a nie robić biznesu na własną rękę. Trochę szkoda, bo uważam, że wejście głębiej w biznes, a nie tylko "dawanie twarzy" to świetny model rozwoju kariery dla influencera. Daje to przecież gigantyczne możliwości. Oczywiście, są osoby, które się na to decydują i czasem idzie im naprawdę nieźle.


Źródło: Business Insider; Mateusz Madejski: “Nie tylko influencerzy. Dziś własne preparaty mają nawet... lekarze”.