materiał partnerski
Od ponad dwudziestu lat obserwuję, jak zmienia się podejście pacjentek i pacjentów do toksyny botulinowej. Kiedyś było to niemal tabu, dziś to jeden z najczęściej wybieranych zabiegów medycyny estetycznej na świecie. Mimo to wciąż spotykam się z tym samym pytaniem, zadawanym niemal na każdej konsultacji: czy po zabiegu twarz nie przestanie wyglądać jak moja własna?
To pytanie nie bierze się znikąd. Przez lata w mediach i w internecie krążyły zdjęcia efektów, które faktycznie wyglądały nienaturalnie, usztywnione, pozbawione mimiki. Problem w tym, że te przykłady mówią więcej o sposobie wykonania zabiegu niż o samej toksynie botulinowej jako substancji.
Toksyna botulinowa działa poprzez czasowe zmniejszenie napięcia wybranych mięśni mimicznych. To, ile mięśnia się rozluźni i w jakim stopniu, zależy w całości od dawki i precyzji podania. Zbyt duża ilość preparatu w niewłaściwym miejscu rzeczywiście może dać efekt usztywnienia, ponieważ eliminuje ruch tam, gdzie powinien on zostać zachowany.
Odpowiedzią nie jest jednak unikanie tego zabiegu, tylko zrozumienie, że jego jakość zależy przede wszystkim od doświadczenia i wiedzy anatomicznej osoby, która go wykonuje. W mojej praktyce zasada jest prosta: celem jest spłycenie zmarszczki, nie usunięcie ruchu mięśnia w całości.
Paradoksalnie, jedną z najczęstszych przyczyn niezadowolenia z efektu nie jest za mała dawka, tylko zbyt duża, podana w dążeniu do maksymalnego wygładzenia skóry. Twarz, która nie ma żadnej mimiki, wygląda nienaturalnie, niezależnie od tego, jak gładka jest jej skóra. Dlatego w swojej pracy zawsze planuję zabieg tak, aby zachować ruch mięśni odpowiedzialnych za wyraz twarzy, a jedynie ograniczyć tę część ich pracy, która prowadzi do pogłębiania się zmarszczek.
Ta filozofia ma też praktyczne znaczenie przy profilaktycznym stosowaniu toksyny botulinowej, coraz częstszym wśród pacjentek po dwudziestym piątym roku życia. Wczesne, delikatne działanie, zanim zmarszczki mimiczne się utrwalą, wymaga jeszcze większej precyzji dawkowania niż praca z już widoczną zmarszczką.
Trzy elementy mają największe znaczenie: dokładna ocena anatomii twarzy przed zabiegiem, znajomość indywidualnego układu i siły mięśni mimicznych pacjentki, oraz gotowość do zaproponowania mniejszej dawki niż ta, o którą czasem proszą sami pacjenci, przekonani, że więcej znaczy lepiej. To ostatnie bywa najtrudniejsze w rozmowie, ale najważniejsze dla efektu końcowego.
Warto też pamiętać, że działanie toksyny botulinowej jest w pełni odwracalne. Efekt stopniowo zanika w ciągu kilku miesięcy, a mięśnie odzyskują pełną siłę skurczu. To zabieg, który można bezpiecznie testować i dostosowywać w czasie, a nie decyzja podejmowana raz na zawsze.
Dr n. med. Magdalena Łopuszyńska jest dermatologiem i lekarzem medycyny estetycznej, właścicielką Gabinetu kosmetyki lekarskiej Bella w Warszawie. Specjalizacje I i II stopnia z dermatologii zdobyła w Klinice Dermatologii CSK MSWiA.