Skoro „jakość” stała się dziś rynkowym standardem deklarowanym przez wszystkich, to co realnie decyduje o sukcesie produktu? Czy coraz częściej jest to trafienie w trend lub benchmark, a nie sam produkt?
Jakość pozostaje punktem startowym. Ale rzeczywiście o sukcesie coraz częściej decyduje zdolność marki do szybkiego wpisania się w aktualny kontekst rynkowy i błyskawiczna reakcja na trendy. Nawet najlepsza formuła nie wystarczy, jeśli nie idzie za nią wyczucie momentu, trafne rozpoznanie potrzeb konsumenta i właściwa komunikacja. Benchmarki, takie jak popularne składniki aktywne czy formaty produktów, wyznaczają pewne ramy oczekiwań, ale to storytelling i dystrybucja nadają im skalę. Produkt musi być „czytelny” dla konsumenta w kilka sekund. Sukces to dziś efekt synergii produktu, komunikacji i czasu wejścia na rynek. W praktyce oznacza to, że nawet bardzo dobry produkt może nie osiągnąć widoczności, jeśli nie zostaną spełnione te wszystkie warunki.
Marki często deklarują, że „słuchają klientów”. Co to dziś realnie oznacza i czy jest to jeszcze dialog, czy już głównie interpretacja danych? Jakie sygnały traktują Państwo jako feedback i które z nich rzeczywiście wpływają na decyzje?
W marketingu i sprzedaży punktem odniesienia coraz częściej są twarde dane, nie tylko bezpośredni kontakt z konsumentem. Korzystamy z wielu źródeł: od opinii i recenzji użytkowników naszych marek, przez branżowe raporty i analizy rynkowe, dane sprzedażowe, po treści publikowane w social mediach i zapytania w wyszukiwarkach. Kluczowe jest jednak nie samo zbieranie danych, ale umiejętność oddzielenia chwilowych impulsów od tego, co rzeczywiście staje się trwałym trendem. Media społecznościowe generują zainteresowanie, jednak dopiero dane sprzedażowe weryfikują je w rzeczywistości. Coraz większą rolę odgrywają także mikro-sygnały, takie jak czas spędzony przy produkcie czy powtarzalność zakupów. Dialog pozostaje ważny, jednak to narzędzia i technologie w coraz większym stopniu odpowiadają dziś za skalę działań marketingowych.
Jak w ostatnich 2–3 latach zmieniło się pojęcie „must-have kosmetyku”? Czy dziś o jego statusie decyduje jeszcze produkt, czy już głównie kontekst?
„Must-have” stał się kategorią szybką i krótkotrwałą jak nigdy wcześniej. Dziś viral lub influencer mogą wynieść produkt do statusu „must-have”, ale w krótkim czasie ten status może przejąć kolejny produkt kolejnej marki. Sam produkt nadal ma znaczenie, ale jego jakość musi być natychmiast „potwierdzalna” przez użytkowników online. Trend, narracja i właściwe kanały obecności marki często działają jak akcelerator sukcesu. Konsumenci chętniej obecnie eksperymentują i szybciej zmieniają preferencje. Dla marek to duże wyzwanie. Trzeba trzymać rękę na pulsie tego, co tu i teraz, ale bez jasno określonej strategii podążanie wyłącznie za viralami może okazać się ślepą uliczką.
Lojalność klientów w beauty wydaje się coraz bardziej krucha. Co dziś realnie ją buduje – i czy marki wciąż mają na nią wpływ?
Lojalność nie zniknęła, ale na tak konkurencyjnym rynku kosmetycznym trzeba ją definiować na nowo. Konsumenci są otwarci na nowe marki, nawet jeśli są zadowoleni z dotychczasowych produktów. Kluczowe znaczenie ma dziś spójne doświadczenie: od jakości produktu, przez komunikację, po obsługę i dostępność. Transparentność, autentyczność i wiarygodność marki zyskują na znaczeniu, szczególnie w kontekście składów i deklarowanych wartości. Programy lojalnościowe czy promocje mają znaczenie, ale nie zastąpią realnej wartości i zaufania. Bardzo doceniamy fakt, że mamy lojalne konsumentki, choćby te, które od lat używają kremów AA Technologia Wieku 5 Repair. Lojalne użytkowniczki pozyskaliśmy wokół naszej stosunkowo nowej linii AA LAAB New Skin Generation.
Lojalność i zaufanie zdobyły również inne marki z naszego portfolio:
Lojalność rodzi się zatem tam, gdzie marka jest spójna, wiarygodna i trafia w potrzeby. Nie okazjonalnie, ale konsekwentnie. I właśnie ta konsekwencja w pracy nad marką, a nie pojedyncze sukcesy, decyduje o tym, czy konsument zostaje z nami na dłużej.