Eksport kosmetyków rośnie. P-Beauty w stronę konsumenta
Eksport kosmetyków rośnie. P-Beauty w stronę konsumenta

Kolejny rekord w eksporcie. W ubiegłym roku sprzedaż zagraniczna kosmetyków Made in Poland wzrosła o prawie 9 proc., do 13,7 mld zł – czytamy w artykule Anity Błaszczak "Globalny apetyt firm kosmetycznych" zamieszczonym w dzienniku "Rzeczpospolita".

Dla porównania w roku 2004 tych kosmetyków eksportowaliśmy za ledwie 4 mld zł. Nie ma mocniejszego dowodu, jak bardzo firmy rozwinęły tę część biznesu.

Nasze kluczowe rynki zbytu to Niemcy, Rosja i Wielka Brytania. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że sporą część sprzedaży generują fabryki zagranicznych koncernów ulokowane w Polsce.

Będzie trudniej

Prawdopodobnie w tym roku kolejne bicie rekordu może być trudne do osiągnięcia. Na wielu rynkach rządzący wprowadzają coraz ostrzejszą politykę protekcjonizmu. Więcej wymogów formalnych czeka eksporterów, którzy decydują się sprzedawać na rynki turecki, irański, arabski, a w Rosji od grudnia 2019 rusza system śledzenia „Track&Trace” – o czym informuje szefowa Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, Blanka Chmurzyńska-Brown.

Co nie znaczy, że firmy tracą apetyt…

Firmy jednak wiedzą, że jak rosnąć, to za granicą. W Polsce już nie bardzo da się zwiększać skalę. O planowanym 15% wzroście sprzedaży zagranicznej mówi największy eksporter - firma Eveline Cosmetics. Jak mówi Jolanta Górska, szefowa komunikacji spółki, firma eksportuje na 70 rynków, mocno inwestuje w rozwój w Ameryce Łacińskiej, a ze sprzedaży zagranicznej generuje 70% przychodów. W dwucyfrowym tempie zamierzają też zwiększać eksport Dr Irena Eris, Oceanic czy Ziaja. Jak słusznie zauważa prezes Dr Irena Eris, Henryk Orfinger - Przy 50-proc. udziale eksportu można już mieć poczucie, że jest się firmą międzynarodową, lecz tak naprawdę ten udział powinien być jeszcze większy.

Czas na więcej działań B2C

I Związek, i producenci przekonani są, że dla rozwoju eksportu same dofinansowania udziału w targach już nie wystarczają. Na wielu rynkach zbudowane są już całkiem stabilne relacje z dystrybutorami, czas więc zwiększyć wysiłki w stronę marketingu konsumenckiego.

– Tak jak wcześniej rząd bardzo nam pomógł, wspierając udział polskich firm w targach, tak dzisiaj branży kosmetycznej bardzo przydałby się projekt, który na wybranych rynkach za granicą pomagałby trafiać bezpośrednio do konsumentów, np. poprzez kampanie internetowe – powiedział "Rzeczpospolitej" Henryk Orfinger.

Dziś na rynku konsumenckim obok marketingu marek czy produktów, istnieje też marketing idei. Zresztą wzajemnie się one przenikają i uzupełniają. To właśnie promocja K-Beauty czy J-Beauty rozpropagowała modę na azjatyckie marki. Niemcy idą tym śladem, promując swoje G-Beauty w mediach amerykańskich, a Chińczycy dokładają swoją literkę w alfabecie piękna, bo o C-Beauty mówi się dużo w kontekście technologii i urządzeń wspomagających pielęgnację.

Pokonać defetyzm

Warto zatem zastanowić się, jakie wartości może zaproponować konsumentom P-Beauty? Spróbować odczarować tę niemoc, że polski kosmetyk dla konsumenta (szczególnie z Zachodu) brzmi niespecjalnie intrygująco. Lokomotywą na pewno powinny być silne marki: Inglot, Dr Irena Eris, Ziaja, AA, Eveline Cosmetics, Joanna, Bielenda, bo zawsze na początek warto przywoływać skojarzenia z najlepszymi i stosunkowo najlepiej rozpoznawalnymi na poszczególnych rynkach. Mamy też młode marki, np. Glov, Yope, Clochee, Resibo, Alkemie, które dobrze czują się w roli „born-global”. Tu też polskie pochodzenie w połączeniu z typową dla młodych brandów świeżością pomysłów, nowatorstwem, dobrą komunikacją z konsumentami, pomoże dołożyć kolejną cegiełkę do tworzenia ciekawego obrazu P-Beauty.

Potrzebujemy pewnej wciągającej narracji o kosmetycznym Made in Poland.

Każdy z uczestników rynku i otoczenia sektora może mieć tu ciekawą rolę do odegrania, byle tylko uciec od tego defetystycznego „nie da się”. O polskiej gospodarce przez dekady krążyły wyłącznie żarty. Dziś Polnische Wirtschaft to raczej powód do naszej wspólnej dumy. Producenci jachtów, gier komputerowych, stolarki okiennej udowodnili, że Made in Poland może być atutem. Jak widać nie musimy być skazani na „polską wódkę, kiełbasę i korniszona”, a sukces eksportowy, jaki do tej pory udało się producentom kosmetyków odnieść, jest dobrym prognostykiem, że zawsze można więcej.

# Newsy producenci
reklama